Dom w Morrowind Strona Główna Dom w Morrowind
Chata wuja Missuna

FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  AlbumAlbum  DownloadDownload


Odpowiedz do tematu
Poprzedni temat :: Następny temat
Otherkin
Autor Wiadomość
Missun
Administrator

Pomógł: 3 razy
Dołączył: 01 Lis 2007
Posty: 178
Skąd: Chata Missuna Akina
Wysłany: 2008-01-24, 12:00   Otherkin

Młokos, złote bóstwo i nowy kontener
motto:
<<http://www.astercity.net/~ronhard1/konie.mp3>> -> Klikamy na otworz, po czym stajemy na baczność.
Rozdzial pierwszy. Jak hartował sie damast.
...polna droga, równa i wyjeżdzona przez setki lat, ciągnęła się rdzawa wstęga poprzez zielone chusty pól. Drzewa byly tu zdrowe, średniej wielkości. Teren byl lekko pofalowany, na tyle, że umożliwial szerokie uprawy. Słońce ledwie świecilo, przesłaniane ciężkimi chmurami, gdyż byla to jesień w całej swej potędze. A gdy nawet w paśmie chmur pojawiała się wyrwa, przez którą wyglądało słońce jak anioł wygląda przez okno pałacu, cień był rzucany przez stadka netchow, gdy wzlatywały w powietrze, celem pożywienia się minerałami unoszącymi się w powietrzu. I one, leniwe balony czuły przygnębienie, którym wyładowywała sie na nich przyroda.
Tak pewnie myślal Wasilij, spoglądająac na nie. Siedzial na pakach z towarem, załadowanych na czterokołową arbę zaprzężoną w sześć stepowych guarów. Woźnica, silny chłop Varius z ludu Cesarskich niewiele poganiał ogary. Patrząc na niego, Wasilij nie mogł się oprzeć wrażeniu, że wygląda mniej bystro od swoich zwierząt, z twarzą ślimaczego żółwia i fajką z korzenia trama z której prawie nie unosił się dym. Nie lepsi byli towarzysze podróży siedzący w środku arby. Były przewoźnik łazików, który podobno jeździł w Skyrim-ie będąc Bretonem mogło mu to ujść na sucho, twarz miaą czarną, średnio zarośniętą i leżał na pakach z materiałem w dość nieprzyjemnej postawie. Na tylnej burcie arby cmił fajkę rozrosły zbój, również z ludu cesarskich, każdym ruchem i oddechem rzucający wyzwanie całemu światu. Niziutka dziewczyna z pękatymi atrybutami, przesiąknięta skooma, staruszek zaciągający sie fajką tak, że zdawał się nie mieć policzków, kilka emerytowanych robotnic, to była reszta ładunku arby, ciągnącej się między miastami cesarskimi na terenie zachodniego Morrowind. (<http://elderscrolls.phx.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=70&Itemid=106>).
Sam Wasilij do nich nie pasował, jako że z twarzy przypominał raczej młodą subtelną dziewczynę, nie był szerszy w pasie niż przeciętne młode drzewo i mial najwyżej dwa cale w najszerszym miejscu dłoni. I dziwne musiały być powody, które kazaly mu jechać. Gdzie i po co? Z bandą nieznajomych wątpliwej uczciwości. Okryty byl lekkim fioletowym plaszczem, nie miał wszakże widocznego okrycia glowy czy objawów zmarznienia. Wszakże wiatr rozwiewający jego włosy koloru dojżałego zboża coraz mniej go chlodził, coraz wiecej ziębił. I on odczuwał ciężką jednostajność drogi. Wiedział, że nie może strzelić do żadnego netcha z łuku, bo zaraz zjadą się strażnicy jako, że wszystkie tutejsze netchy tylko w połowie są dzikie, gdyż każdy ma wlaściciela, zaś skrzekacze dawno wytępiono. Szczury zjedli chłopi, a Wasilij nie miał łuku, poza tym wiedział, że tylko pozornie łatwo zastrzelić netcha jedną strzalą jak zwykłego balona. Skóra, która pokrywa ogromnego samca od góry, zaś samice na calym ciele są wystarczająco wytzymałe, aby wytrzymać strzał z łuku refleksyjnego 30 kg z odległości 50 m, dlatego nalezy podejść bardzo blisko, lecz wówczas samiec może się spłoszyć i zacząc wiosłować odnóżami, w których zatrzyma się strzala, albo zmieni ona tor. A jest to ważne, gdyż narządy samca są całkowicie odsłonięte od dołu. Zaś samica jest dużo mniejsza, co sprawia, że łatwiej jest jej się poruszać w powietrzu, ale klika strzał może skutecznie naruszyć prymitywne organy, zastepujące serce, umieszczone u nasady "pęcherza". Wasilij wiedział to wszystko. Z rozmyślań wyrwał go skrzek byłego przewoźnika netchów.
Młokosie! Krzyknąl w wykrawalni strażnicy znaleźli loj dreugha, którego waywaliłeś! Taczka była z baraku nr3, a wiemy, że ty tam umieszczałeś wosk w wirówce! Dostanie ci sie!!!!
Młokosem nazywał go z racji niedużych kształtów. Zaś loj dreugha Wasilij wydał na farmie, na której razem pracował, do odpadów gdyż pracownicy baraku 3 wykonali plan. W przetworniach dreughowego loju i wytwórniach garnkow nie zatrudniano mądrych i wrażliwych ludzi, zaś twarz Wasilija okazywała wielką wrażliwość i wyższą swiadomość. Skąd się wiec tu wziął?
Nie odpowiedział Bretonowi. Wówczas któraś ze staruszek sie odezwała:
Woźnico!! Już Sobdishapal! zróbmy postój! Zdechne, jeśli nie pójde z mazte w cug ostro dzisiej!
Wasilij skrzywił się na jej wymowę, ale zaoponował:
-Jeśli dziś będziemy stać do jutro rano nie znajdziemy się w Adondasi wcześniej niz jutro wieczorem!
-Myślałeś, że guary bedą dla ciebie fruwać? Zajęczała babcia podniecona na myśl o bliskim smaku mazte.
-Nie. Nie myślałem, ale nie tak wygląda poprawna trasa arby wożącej pasażerów.
Stary ex-przewoźnik zwymyślał Wasilija wyrazami, których sie nie szerzy, ale między nimi stwierdził, że przy takiej jeździe woźnica arby nie wyrobiłby się na kubek ryżowej zupy, gdyby jeździl w Cyrrodil (poprzednio mówił o Skyrim).
Arba zajeżdzała do tranzytowej wsi Sobdishapal, gdyż większość pasażerów zamierzała urządzić libacje z okazji udanego zarobku na farmie.
-Wszyscy są obecni?-krzyknął pękaty Cesarski. Arba zawijała dobrze utrzymanym zjazdem pod Dom Cechowy w Sobdishapal.
Wasilij bardzo chciał dzisiaj zobaczyć ojca, a widząc, że nie zdoła tego dokonać leżał oparty o pake z materiałami. Więc Pękaty znów się rozdarł:
- Mlokos, s...synu, gdzie jesteś?
Ktoś mu odpowiedział:
Przy towarze! Wali ogara, p...ny!
Nie muszę wam mówić jak bardzo drzał chłopiec, który to słyszał. Jak wzdrygał się patrząc na stare kobiety pijące mazte(najgorszy z napojów na kontynencie), greef (jeszcze gorszy) i gdy któraś czknęła:
-Oszaleli?
Wasilij drgnął: poprzez fontanne odłamków garnka po greefie, tłuconym przez staruszkę o koło arby, dojrzal jak dwóch najstarszych cesarskich zapala trzcinowe fajki za wozem zaprzężonym jedynie w trzy guary, naładowanym suchym solnym ryżem.
-Oszaleli- powiedziala jakaś dziewczyna, zamroczona juz greefem, tu jest zakaz buchania, a wystarczy iskra, by ten wóz z pszenicą...
-ryżem - poprawił ją staruszek pozbawiony policzków.
-jeden ch... - wymamrotała dziewczyna.
Wasilij podjął decyzje. Widząc, że wszyscy są już zamroczeni, wziął podłużne zawiniątko i po cichu wyślizgnął się z wozu. Przeszedł od strony drogi. Przy guarach przysiadł, odor pizma uderzył go w twarz ,ale mimo to pilnie nasłuchiwał. Strażnicy, strzegący miejscowości w liczbie dwóch urzędowali w barakowozie w drugim końcu miasteczka. Spojrzał po chatach biednych mieszkańców. Dunmerów i Argonian nie będzie obchodziła jego ucieczka. Podobnie jak współtowarzyszy podróży, ale nie chciał rozgłosu. Ktoś mógł powiedzieć, że "poszedł i powiesił się".
Czując, jak odpręża się po niewygodnej podróży ciało, wyszedł na pole za miastem. Wiedząc, że w pobliżu 2-3 kilometrów znajduje się zajazd dla przewoźników, miał zamiar tam dotrzeć. Spytacie: Czemu dopiero teraz?........
Znalazł się na niewielkim wzniesieniu. Czul ta swobodę, jaka się czuje, będąc na rowerze w stosunku do samochodu. Czuł się wolny. Jeśli nawet na własnych nogach zajdzie do zguby, to nikt nie będzie mu rozkazywał.
Czując, że wyrastają mu skrzydła u ramion, Wasilij rzucił się biegiem w strone najbliższego zagajnika, wiedząc, że wzniesienie zasłania go przed wzrokiem kogoś, kto znajduje sie w Sobdishapal. Z radością powitał gałązki krzewów, drapiące mu twarz. Przytulił się do pnia buku, po dniu spędzonym w miejscu pełnym sztucznych urządzeń i złych ludzi. Glaszcząc i dotykając napotkane drzewa wyszedł na polanke. Zadrzał, gdy pod stopą chrupnął rozgniatany pędrak. Zrobił kolejny krok i poczuł, że grunt jest lekko podmokły. Welon osowiałych gałęzi, powiewajacy nad głową, umocnił go w poczuciu bezpieczeństwa. Odetchnął z ulgą, a w sekundę potem rozległ sie bzyk, podobny do odgłosu komara. Chitynowa strzała ze stukiem uderzyła w pień buka i jakiś ochrypły glos zawołał:
-N'wah!
 
 
 
Missun
Administrator

Pomógł: 3 razy
Dołączył: 01 Lis 2007
Posty: 178
Skąd: Chata Missuna Akina
Wysłany: 2008-01-24, 12:01   

Mały, najwyżej 12-letni Dunmer w pancerzu, który z trudem by wytrzymal walkę wręcz wyciągnął kolejną strzałę, tym razem kościaną i błyskawicznie nałożył na cięciwe krótkiego łuku. Był to refleksyjny kompozyt, jaki Wasilij widywał u Kałmuków i Kozaków w swoim kraju, tylko że ten, który wyginał się w śniadych dłoniach elfa mial około 20 kg, a skoro dziecko było w stanie go naciągnąć musiało ćwiczyć od 3 roku życia. Jak ludzki koczownik. Wasiij zwinął się jak z bólu na krzyk Dunmera, ale zaraz wsunął dloń w podłużne zawiniątko i wyciągnąl szable o dużej krzywiźnie, ruszając w bok prostopadle do lotu strzaly elfa. Ten nie mógł już strzelać, z prawej strony wypadła Redgardka, wymierzając Wasilijowi kopniaka.On zrobił, co mógł, ugodził ją szablą w glowę, nie chcąc zabijać dziewczyny uderzył płazem. Biegl dalej, gdy schylajac sie pod scieżką gałęzi dostrzegł ruch z boku.
-Twoje cierpienie przejdzie do legendy!!!!!!
Krzyknął głos dziewczyny, która zaczęła go ścigać. Ona również była Dunmerką i wyglądała na przywódczynię bandy, bo miała w rękach stalową katane, a twarz przykrytą hełmem w kształcie sowiego łba.
Z szybkością właściwą jej rasie dogoniła Wasilija, który widział tylko jej stopy obute w buty ze skóry netcha, a jej krzyk brzmiał dziwnie jarmarcznie.Rzucił się prostopadle do kierunku jej biegu, po czym błyskawicznie odwrocił się i ciął z ramienia, gdy była odwrocona tyłem.Elfina z wprawą sparowała jego cięcie, przy czym jej miecz się wyszczerbił, a szabla człowieka nie. Jak we śnie dostrzegł szarą chmurę z tyłu, to Dunmer ustawiał się do strzału, by wpakować mu strzałę w plecy. Ale Dunmerka w sowim hełmie próbowała ściąć Wasilijowi głowę, a on, mając trzykrotnie lżejszą broń, sparował trzy ciosy, i oboje ruszali się więc tak, że zbój nie chciał strzelać,gdyż ryzykowalby trafienie swojej "ziomalki". Rzucił łuk i z jedną ze strzał w dłoni runął na Wasilija. Naga Redgardka obiegała walczacych z sękatą maczugą (taka, jaką wojownicy zdobywali na popielnych zombie i norskich zbojach z Hlormallen :D ), chcąc pomóc swojej przywódczyni.
Wasilij od poczatku czuł, że to już koniec.Nie znał się na szermierce ani strzelaniu, lecz zauważył, że jego wrogowie świetnie się na tym znają. Dunmerka świetnie blokowała jego ataki, i zdołał tylko niespodziewanie rozchlastąć piórem szabli jej niechronione udo. Poza hełmem elfina nie miała żadnej zbroi, co czyniło ją łatwym celem dla broni o zakrzywionej klindze, lecz Wasilij wiedział, że trzeba umieć się nią posługiwać.Chciał tylko umrzeć.Nic więcej. Zapytacie:czemu?
Odwrocił się , spuścił ostrze szabli na głowe Dunmera, rozbijając mu ją. Dźwiek płatania, widok krwi i wyraz oczu umierąjacego poraził go.I nagle coś powstrzymało go od zemdlenia:jakby głośny płacz, mający coś z krzyku morskiego ptaka. I zobaczył białą dziewczęcą twarz o obojętnym wyrazie, pod nią szyje i piersi, zabarwione nieokreśloną barwą, niżej żabią kibic opartą na gadzich nogach o stopach podobnych do głuszcowych, a waszystko to unoszone o stopę nad ziemią na skrzydłach z fioletowej materii. Nie przypominały one skrzydeł ani ptaka, ani nietoperza, ani płaszczki, coś co jednocześnie miało cechy ich skrzydeł i nie miało ich w ogóle. Ponieważ Dunmerka cięła go z łokci, zotawił szable w głowie elfa i zrobił unik, co uratowalo mu życie. Ale zbójniczka nie ścigała go.To, co Wasillij powitał z ulga, dla niej oznaczało zgubę. Redgardka zginęła pierwsza, nie wiedząc, co ją uderzyło, gdy stwór od tyłu uderzeniem skrzydła w plecy zabił ją na miejscu. Mroczna elfina biegła do zagajnika, to wszystko, co widział Wasilij, gdy upadł, a włosy zakryły mu oczy- mając nadzieję , że stwór nie przeciśnie swoich skrzydeł między gałęziami.Wasilij dostrzegł, że na jej drodze wyrosła niby świecący grzyb w lesie w ojczystej Moskovii, zjawa w postaci wielkiego owalu, wyższego niż najroślejszy człowiek, wygladająca na złożoną z samych elektrycznych wyładowań. Dziewczyna zmieniła kierunek, błyskawicznie rzucając się w bok, lecz zjawa wyrzuciła coś jakby ręce z kijem , który trafił ją w plecy, zwalając z nog. Wasilij poczuł kolejną ulgę, gdy kij wzniósł się i spadł po raz kolejny miażdżąc głowę Dunmerce.
Nie wyrwał go z otępienia silny głos, który zawołał:
-Czy to wszyscy?
Demon z kobiecą głową krążył wokół wydając jęki, jakich nie mogłaby wydawać nigdy ludzka ani zwierzęca istota.Głos zawołał znów:
-Nie bój się jej, to cię nie zaatakuje. Wyczuwa wrogość nie tylko z ruchów, ale i myśli innych istot.Odejdzie za pare chwil do swojego świata.
Wasilij dostrzegł, że wewnątrz zjawy stoi najzwyklejszy człowiek: nie Dunmer ani Argonian, których wielu tu mieszkało, ale najzwyklejszy przedstawiciel ludzkiego gatunku. Młodzieniec podniósł się, ruchem, który miał usunąć zdenerwowanie, ale go ukazał, dotknął włosów.Wyładowania elektryczne nagle zniknęły, ukazując co najmniej piećdziesiecioletniego wybawcę: włosy na głowie były tak ułożone, a zarost tak ogolony, że budził sympatię, podobnie jak jego oczy, szczere i bystre.Szata była oznaką średniej zamożności, nie było na niej żadnego pancerza.Długa laska, jaką trzymał w dłoni, była biała i Wasilij rozpoznał w niej łój dreughow.Tyle zdołał zauważyć.Skrzydlaty demon zwrócił ku Wasilijowi swoje nienawistne spojrzenie, pod wpływem którego zaczął tracić przytomność, i rozwinał skrzydła do ataku.Na taki obrót wydarzeń starzec zareagował błyskawicznie:jeszcze nie pochyliła się ku ziemi puszczona laska, gdy zabłysł w jego dłoni sztylet dziwnych kształtów ciemnego koloru.Zanim potwór zdążył zareagować, wojownik poteżnym błykawicznym pchnięciem pogrążył ostrze między jego skrzydłami.Gęsty strumień smolistej krwi wypełz niczym salamandra na plecy stworu, który padł u stop Wasilija.
Wyraz wściekłości w oczach, które szkliły się nadal, był większy niż za życia demona.
-Daedra?-spytał Wasilij, podnosząc wzrok na -starca.
-Przez pospólstwo zwana skrzydlatym mrokiem, a w ich języku lidi vermai-daedra ordynans, posłaniec Azury.Dawno temu otrzymałem zwój umożliwiający wezwanie jednej z nich do naszego swiata.Teraz go użyłem, bo obawiałem się, że nie uda mi się zabić lub przepędzić tej trójki samemu.Zabili czterech strażników w okolicy, a poranili co najmniej dwa razy tyle- a nie byli to cesarscy, lecz najemnicy z Hammerfell i orkowie.To doprawdy duże szczęście, że cię nie zabili- może chcieli wykorzystaż cię do swoich celów, które nigdy nie są dobre.Ta Redgardka w wieku sześciu lat zabiła koze siekierą, ten 10letni Mroczny Elf bez skrupółów podcina gardła staruszkom w okolicy,zaś ich przywódczyni dokonała już... jakich krzywd nie dokonała!
Starzec spojrzał na dziwna rzecz połyskujaca w dłoni Wasilija i mówil dalej:
-Twój ojciec musi być wysoko urodzoną osobą, skoro w tak młodym wieku używasz drogiej broni.Pozbawioną ozdób, o dwóch calach krzywizny szabla, ważąca około poł kilograma przy normalnych wymiarach, która nie szczerbi sie przy parowaniu ciosow, podobna do tej, której używają wyznawcy Ozyrysa... ale dla kogoś mąjacego dwa cale w najszerszym miejscu dłoni i palce jak ołówki to wystarczy...
Wasilij nie zdziwił się, że wojownik tak o nim mówi, bo poznał już, ze szczerość jest jego jedną z głównych cech.Odpowiedział, starając sie patrzec mu w oczy:
-Mam na imię Wasilij Iwanowicz Nogajcew, a mój ojciec jest kaleką.Będę uczył się na uniwesytecie w Cesarskim Kapitolu, ale zamiast przygotowywać się do nauki, pracowałem w przetwórni łoju dreughowego.Co za okropni, prymitywni, niewykształceni ludzie tam rządzą! A wszystko po to, by zdobyć tę broń! Wracałem z nimi darmowym wodzem do Hanabi, miasta w którym mieszkam, a oni zaczeli pić na stacji tranzytowej, więc zamierzałem poszukać transportu na własną rękę.Zwróciłem się do drógiego płatnerza z zamówieniem szabli, więc potrzebowałem dużych pieniędzy.Nie pomyliłeś się co do szabli.To wzór z Kazbekistanu, ja pochodzę z Moskovii i nie jest on tam szerzej znany.A kim ty jesteś?
-Nazywam się Bener Sadalvel-odpowiedział starzec.-I szukałem ciebie.
 
 
 
Missun
Administrator

Pomógł: 3 razy
Dołączył: 01 Lis 2007
Posty: 178
Skąd: Chata Missuna Akina
Wysłany: 2008-01-24, 12:02   

Rozdział II Upadłe Prawa
motto: "W naszych czasach, bardziej niż kiedykolwiek, główną siłą ludzi złych jest lekliwość i nieudolność dobrych; a cała żywotność królestwa szatana ma swe korzenie w opieszałości chrześcijan." św. Pius X
Starzec uważał za konieczne mowić dalej:
-Znałem Lorda Nerevara , który objawił się w postaci Argońskiej czarodziejki, Rakka Mei - Wilgotny Piasek. Po zabiciu Dagoth Ura odpoczywała przez pewien czas i wkrótce słuch po niej zaginął. Ostatni raz widziano ją na gościńcu z Ald'Ruhn do Maar Gan, a prawdopodobnie i w Maar Gan kilku strażników i ktoś z ludności miał okazje ją dojrzeć. Wyruszyła w porze, w której nie kursują łaziki. W pare dni potem łazik Punibiego Yahaza rozbił się między Ald'Ruhn a Maar Gan, ale myśle, że nie ma to związku ze zniknięciem Rakka-Mei. Okoliczności były bowiem zupelnie inne. Czemu wielki owad i samotna jaszczurka mieliby ginąć z tego samego powodu?
Jakiś czas przedtem w dwa tygodnie, może mniej po upadku Czerwonej Gory, szliśmy przez Molag Amur, by przeciąć drogę handlarzom niewolników. Podczas drogi Wilgotny Piasek wpadła w extaze, wywołana, jak się pózniej okazało, przez samą Boetiah wijąc się w padaczce krzyczała coś, w czym od razu wyczułem glęboki sens, mówiła, że gdy będe samotny i opuszczony, pomoże mi ten, który da opór trzem. A ja od kiedy opuściłem Wvardenfell, chcialem mieć spokój. I nie mam go od jakiegoś czasu. Może pójdzemy stąd do mojej chaty? Zaraz tu może być straż.
-Myślisz Sadalvelu, że jestem naiwny? - spytal Wasilij.- Mowiłem, że nie mam nic cennego... oprócz szabli.
-Nie ufasz mi? Cóż, mądrość jest roztropnością. Weź łuk tego zboja, załóż strzałe na cięciwe i ja będe szedł pierwszy. Jeśli zrobie coś, co wzbudzi twoją nieufność, wpakujesz mi strzałe w plecy. Jeśli chcesz, to weź ten amulet.Podał Wasilijowi srebrną blyskotkę.
-Paraliżującą wroga.
Wasilij wziął amulet w dłoń, a Sadalvel nagle wypiął brzuch i z dźwiękiem zasysanego powietrza miedzy nimi pojawiła się obrzydliwa istota: o wysokości około metra, przypominająca mysz w spodniach na dwóch nogach o twarzy wyrażajacej brak rozwoju owiany prymitywizmem z ostrymi uszami, a cienkie ręce były zakończone długimi pazurami. Wasilij, który nie lubił długich paznokci u nikogo, wzdrygnął się z obrzydzenia. Stwór jęczal w szoku wywołanym zmianą atmosfery. Może pierwszy raz opuścił rodzinną planetę.
-Wypróbuj amulet - powiedział Sadalvel.
Wasilij podniósł amulet na wysokość stworu. Rozległ się dźwięk jonizacjji powietrza i zielona poświata pokryła powietrze między nim a stworem, który już zamiast kołysać się zastygł.
-Masz 20 sekund na zrobienie z nim, co chcesz.
Ta zachęta była wystarczająca.? Wasilij ciąl tak, jak to robią Kozacy: kierując rękojeść skośnie k'sobie. To wystarczyło, by głowa młokosa potoczyła się do jego stóp. Ciało dziwnie skreciło się i upadło, zaś zamiast krwi z szyi popłynęła dziwna maść.
-Możesz mi wierzyć- zapewnił Sadalvel. Ale Wasilij wiedział to już wtedy, gdy spojrzał mu w oczy pierwszy raz.- Teraz zajmijmy się młokosem i skrzydlatym mrokiem. I dziwnym nożem, jakim zabił swojego pierwszego demona, zaczął go skorować, a Wasilij z ciekawością patrzył na wyłaniające się z wnętrza skrzydlatego mroku nieznane narządy. Sadalvel wyciął dziwny workowaty organ w miejscu, gdzie człowiek ma nadnercza. Wyglądał jak kurza skóra z ciemną masą w środku.
-To sole mroku-wyjaśnił - jest niezbędna do tak ważnych eksperymentów chemicznych, że alchemicy płacą za nie fortune. Za skóre tez!
I ściągnął część skóry z latajacej daedry. Wasilij nie miał dotąd okazji przygladać się skorowaniu zwłok, a ten widok był nie do wytrzymania: gdy Sadalvel zdejmował skóre z tej istoty, czuł, jak mrówki strachu pełzają mu po plecach, by pożreć go żywcem. Na szczęście nie cała skóra nadawała się do użytku, więc jego wybawca wyciąl tylko kwawałek wielkości niewielkiej koszuli. Z kolei młokosa oskorowal niemal całego.
-Na oficjalnym rynku objaśnił - skóra daedry może kosztować 200 smoków, a młokosa dziesięć razy mniej, choć za tak mały kawałek to dobrze będzie jak 100 dostaniemy. Teraz zobaczmy, co mają ci zbóje.
Jakkolwiek cywilizacja Cyrrodil, połączona z dokonaniami Mrocznych Elfow, stała na wyższym poziomie niż ta, którą znamy z naszego średniowiecza, czerpanie zysków z zabitych wrogów było czymś normalnym. Chłop, który nigdy metalowych narzędzi nie widział, a któremu udało się chitynową włócznią zabić poszukiwacza przygód i zabrać mu sztylet z podłego żelaza, cieszył się jak dziecko, tym bardziej, jeśli przy zwłokach znalazł 5 sztuk złota , które umożliwiały mu kupienie "wystawnego" obiadu. Sadalvel zdjął z głowy Dunmerki sowi hełm, którego nie uszkodziła szabla Wasilija, obejrzał stalową katanę, która nie miała tyle szczęścia, po przetrząśnięciu jej kieszeni znalazł 15 sztuk srebra, 3 smoki cesarskie, stalowy sztylet, butelkę po skoomie i pierścień, na którym było napisane, że zadaje obrażenia 1 do 4 od ognia, czyli służy do zapalania ognisk i to małych.

Wasilij obszukał Redgardkę, lecz oprócz smrodu znalazł tylko amulet przeniesienia i fiolkę z mazte.
Małoletni Dunmer posiadał kołczan ze skóry guara chaupniczej roboty z kilkunastoma strzałami kołcianymi i ponad trzydziestoma chitynowymi, wszystkie bez grotów z jakiegokolwiek metalu, tylko zastrugane, krótki miecz produkcji cesarskiej, woreczek z księżycowym cukrem , trochę greefu w butelce z drewna, fajkę z korzenia zwykłego drzewa i ćwiartkę sheinu.Posortowali wszystko i podzielili się niesionym towarem.
-Akurat starczy na nasze potrzeby-powiedział Sadalvel.-No właśnie, i dowiesz się, czemu jesteś tym, kogo przepowiedziała pani Nerevar.
-Akurat nie mam czasu...-powiedział Wasilij. -Chciałbym dziś zobaczyć rodziców.
-Najpewniej zdobedziesz taki skarb, że kupisz cała flotę łazikow tylko dla siebie.
***
Sadalvel mieszkał we wsi Kustabshi.Składała się z siedmiu chat Dunmerskich, bardzo biednych.Lecz to nie była nawet połowa, nawet tu zawitał kosmopolityzm:drugie tyle chat należało do wyzwolenców Argonian, jedna zamieszkiwal były partyzant Redgard Johann, dwie były domami Cesarskich osadników.Chata Redgarda zdradzała nieco większy dobrobyt, będący owocem zdobytych łupow, rolnicy Cesarscy dostali pewnie jakieś dopłaty z Cyrodiil, nawet budy Jaszczuroludzi były w lepszym stanie niż miejscowych.Może wypracowali swój dostatek uczciwą pracą, lecz trawy i wilcza pszenica śpiewały o dwemerowych artefaktach przechowywanych w pieczarze zagubionej w lesie.Wasilij wyczuwał to wyraźniej, niż wyczuwa się śpiew daedry poczas snu.
Pomalowany na czerwono-przed dwudziestu laty- dom cechowy w Kustabshi był główną budowlą wsi. Dwóch strażników patrolowalo stale osadę, dwóch innych kwaterowało w Domu Cechowym.
Przechodząc obok strażnika Sadalvel wręczył jednemu z nich sztylet znaleziony przy zbóju.
-To należalo do któregoś z was.Trójka bandytów napadła tego chłopca, położyłem ich trupem.
I wyjaśnił, gdzie szukać trupów napastników.
Zmierzchało i Wasilijowi robiło się zimno, niemniej czuł, że wieś emanuje przyjaznym ciepłem.Deszcz zaczął w końcu padać i tylko jeden mieszkaniec, zakapturzony Dunmer, przemykał się miedzy chatami.
Sadalvel zaprowadził Wasilija do Domu Cechowego, który w swych kolorach przypominał przyjazny piec w tym zimnym dniu.
Gdy po 34 minutach obszar się wczytał, znalezli się we wnetrzu Domu Cechowego.Przy ladzie jeden z Argonian rozmawiał w niezrozumialym języku z Johannem.Poza tym paru przewoźników siedziało przy stolikach.I nikogo więcej nie było.
Wędrowcy podeszli do lady.Stał za nią właściciel-Mroczny Elf o nieokreslonym wieku.Mógł mieć zarówno 40 jak i 400 lat.
-Widzę, że dobrze się czujesz w naszej krainie, Sadalvelu!-odezwał się głosem przypominajacym świst wiatru między suchymi gałęziami w jesienna noc.
-Witaj , Ferrusie.Potrzebujemy sześciu flinow i coś lepszego do jedzenia.
Wydobył na ladę wyciety skrzydlatemu mrokowi organ.
-Połowa tej soli za sześć flinów, dwie sujammy i duży obiad.-powiedział do Dunmera.
-Flin nie jest tak tani jak jeszcze niedawno- odparował Elf.
-Tańszy niż na Vvardenfell, zaś sole mroku są warte fortunę.Jeśli nie stać cię, to gildia handlarzy zapłaci mi więcej...
Widzę, że skorzystam na tym interesie.Wezmę połowę tego roztworu za sześć flinów, dwie sujammy i dwudniowy obiad, co ty na to? Wyjde na korzyść , jako że tutaj nie zarabia się dużo...
Sadalvel wyglądał na zadowolonego.Spojrzał w strone chruścianej skrzyni, z której wyglądały nieliczne szyjki szlachetniejszych trunków.
-Wymienisz amulet przeniesienia na flaszke cyrodiilianskiej? Mam pare płatków stokrotki...
"płatki stokrotki" szyfrem, którego używali tylko ci dwaj znajomi,oznaczały księżycowy cukier, a
"stokrotka"-skoome.Handlarz alkoholem, który użyłby otwarcie nazwy któregoś z produktów, skończyłby w więzieniu.
-Nie, nie skorzystam, najwyżej bym stracił wszystko, niewiele zyskujac. Amulet przeniesienia za jedną butelke brandy to aż za dużo.
-Nie udało mi się to, co chciałem osiągnąc- powiedział Sadalvel, gdy ukryli się w jego chacie.-Przez całe życie próbowałem walczyć o prawa, które uważam za sprawiedliwe.Choć Vvardenfell leży daleko, to i tu zdarzało sie natknąc w nocy niejednemu wędrowcowi na ofiary spaczenia.W dzien kryły sie w dolinach , które znajdowały sie po kilkadziesiąt kilometrów poza zasięgiem najbliższego patrolu, w nieodkrytych jaskiniach.Po tym , jak Rakka-Mei zabiła Dagotha i jego braci, a także dużą cześć nie tylko zarządców, ale i zwykłych wyznawców czy zarażonych, wszyscy myśleliśmy, że już po wszystkim. Faktycznie, Czerwona Góra szybko stała sie żyznym obszarem rolniczym, zaś spaczenie przestało sie rozprzestrzeniać. Cóż z tego, skoro dawni śniący i ich nowi wyznawcy stanowili duże zagrożenie dla ludzi na drogach...Raz dopadłem i wybiłem bandę liczącą piećdziesięciu śniących, tyle że oni byli bez zbroi, a ja -tak... mieli ze sobą ghula, ktory nimi rządził- miał cztery Amulety Szóstego Rodu... pociąłem go na dzwona, to było w cztery lata po końcu Diabła Nieprzyjaciela... jeden z śniących, który przeżył mój cios, oznajmił mi, że ma dość władzy upiorów nad sobą, i zaprowadził mnie- z własnej inicjatywy do jaskini ich zarządcy, który nie był nawet lunatykiem, a najzwyklejszym człowiekiem... Podejrzewałem podstęp, bo niby czemu miałby tak łatwo przechodzić na moją stronę?
Ale doszliśmy do jaskini, która była na oficjalnych mapach, lecz ktoś musiał dostać sporą łapówkę, by nikt jej nie kontrolował.W borze , na terenie gór trzydzieści kilometrów stąd.Gdy dochodziliśmy w dzień, by mieć chociaż tą przewagę, z krzaków przed wejściem wyskoczyli trzej kultyści, czwarty byl popielnym niewolnikiem.Moj towarzysz dal dowod lojalnosci wobec mnie, gdy rzucil sie na samego niewolnika i rozbil mu glowe orkowa halabarda.Ja zalatwilem tamtych trzech.W jaskini zabilismy dwoch lunatykow, kilkunastu kultystow i rzadce, zdobylismy duzo broni, kupionej od skorumpowanych urzednikow i i zdobycznej.Pod koniec walki mój towarzysz padł, zraniony śmiertelnie z łuku. Zawiozłem jego ciało do rodzinnego miasta, do rodziny, o której zdążył powiedzieć... Widać musiał znienawidzić Szósty Ród... Gdzieś w tym czasie , gdy silny patrol Legionu wyciał w pień dużą bandę zgromadzoną w jednym z dwemerowych pałaców, dowódcę odwołano pod zarzutem "łamania demokracji cesarskiej". Gdy teraz, po dwudziestu latach od bitwy Rakka -Mei z Dagothem, wybrano uczciwych zarządcow prowincji Morrowind, sympatycy Szóstego Rodu, zakamuflowani w administracji Cesarskiej, zaczęli jeździc po wszystkich prowincjach Tamriel i opowiadac, ze ci generałowie to "pośmiewisko", że "w Tamriel ich nie chcą", ze "zbóje" itp. Zaś gdy generał Marcus zaczał przeprowadzać rewizję w domach notabli, ci wszczeli otwartą rebelię przeciw niemu.Jako że od czasów panowania Dagoth Ura Szósty Ród dysponuje ogromnymi bogactwami, wydobywanymi przez potwory spaczone pod ziemią, najeli oddziały walczące za pieniądze i wydali Marcusowi otwartą bitwę. Gdy i ona nie dała im zwycięstwa, zwrócili sie o pomoc do swoich odwiecznych wrogów- Daedr.One porwały dwóch uczonych, Rufusa Damaskinosa i Epimetreusa , do swojego swiata. Jest to szczególnie groźne, gdyż przez ich umysły i wszystko, co wiedzą, mogą wpłynąc na każdą osobę, którą któryś z tych dwóch mędrców zna. Ostatnio Klaudiusz Marcellus, dawny wódz dzisiejszej generalicji, zaczał mówic, ze "wysyłano młokosy, by go sledziły", co jest szaleństwem, gdyż Legionowi nie wolno przyzywać Daedr. Wszelkie próby odnalezienia Rufusa i Epimetreusa spełzają na niczym. Zająłem się jakiś czas temu i wówczas przyśniła mi się Pani Nerevar... I powtórzyla, że pomoże mi ten, "słaby, który stawi czoła trzem silnym". Jesteś dzielny , to mówi, że przepowiednia miała ciebie na myśli.
Wasilija zawsze ciekawiły niezbadane tajemnice, i niezliczone pytania cisnęły mu się na usta.Wydusił jedno pierwsze:
-Kto nam wskaże teraz drogę?
Sadalvel, choć byl wysoki, wydawał się jeszcze wyższy, gdy spojrzał na półkę wypełnioną po sufit książkami...
Wasilij poczuł się jak w domu.
Ik maak vast een wordje klaar"- jak mówiła matka Vincenta Van Gogha- "a teraz skrobnę pare słów".Listy, ktore sławny malarz pisał do rodziny, przekraczały dlugością całą moją opowiastkę...


Wasilij lubił czytać książki, ktore były wówczas trudniej dostępne, a to z powodu ich ręcznego wypełniania.W domu jego rodzice posiadali ich wiecej, niz mozna by sadzic po ich statusie materialnym , ktory byl coraz gorszy, tak ze musieli sprzedać kreml rodowy, by pokryć długi.
Jesli chodzi o chatę Sadalvela, nie była duża- i ksiazki wszelakiego rodzaju zajmowały w niej gros powierzchni.Wlasciciel mowił dalej:
-Pierwszy ksiegozbior zdobyłem w wyniku kradzieży, rozboju i z łupu na magach renegatach , zamieszkujacych ukryte jaskinie.Trochę dołozyła mi Rakka-Mei, a w posiadanie swoich weszła w ten sam sposob.W zamian nauczyłem ja czytac po bretońsku.Gdy sie wzbogaciłem, kupowałem, co tylko chciałem.
-Najmroczniejszą Ciemność czytałem kiedyś , Kroniki Nchuleft i Ostanią pochwę Miecza Akrash, a Konkurs Płatnerzy zrobił na mnie szczególnne wrażenie- odpowiedzial pewnie Wasilij.
-Właśnie!- zaskoczył Sadalvel- Najmroczniejsza Ciemność to pierwszy krok do poznania Daedr...
-Tym krokiem jest raczej przywoływanie i zabijanie ich, tak uwazam- oznajmił Wasilij.-Niewiele poznałem z ksiąg, ale to, co przywołałes za pomocą pasa, to byl młokos, prawda?
-O tak... jest to sługa złych Daedr, skupionych wokół Mehrunesa Dagona.Dzięki endemicznej strukturze tkanek, tylko srebrna broń jest w stanie go zranić.
-Moja szabla jest stalowa- powiedzial Wasilij.
-Ale to świetna stal... nawet nie wyszczerbiła sie na katanie tej zbójki...cóż, Rufusa i Epimetreusa porwano w ich mieszkaniach, a służba Damaskinosa zidentyfikowała porywaczy jako cztery dziewczęta o wyjatkowej urodzie, niemal nagie i o skórze ze złota- to Mipal, złote bóstwa, służą bogowi szaleństwa, Sheogoratowi...Rakka-Mei znała jedna z nich z imienia, niejaką Staadą, zaufaną Sheogorata...ale do rzeczy... służba mówiła też, że Mipale wraz z mędrcem znikneły w miejscu, gdzie stały.Obawialem sie wszystiego.dopadlem jednego z vermai- Dremor, o ktorych pewnie czytałeś.Storturowałem go srebrem, on zaprzeczył jakoby w któryms z sanktuariow daedrycznych przetrzymywano dwóch homines... ani w ludzkich więzieniach.Gdy wbijałem mu żeleźce coraz głebiej w ciało, wydusił z siebie w końcu, że Mipale pociagneły go poprzez Ranamus, daedryczny oltarz, do swego swiata.
-Wymiar, w ktorym żyją daedry, nie jest, z tego co wiem, zbyt odległy?
-Nie, Wasiliju, ich planeta znajduje się, można by rzec, po drugiej stronie okna.
-Jak muchy...
-Wlasnie.My i one jestesmy jak muchy chodzace po obu stronach szyby, widzę , że znasz ten cytat.
Pójdziemy do Ranamus i przedostaniemy sie na ciało niebieskie, na ktorym sa przetrzymywani nasi.Niezaleznie, ile czasu tam spędzimy, mozemy powrócic bardzo szybko na naszą planetę.Te, ktore są we władaniu daedr, różnią sie we wszystkim od naszej, lecz porównujac z tymi, ktore są naprawdę daleko, nie różnią sie wcale.Teraz udamy sie po drodze do znajomego płatnerza i wymienimy broń zbójów na srebrne groty do strzal, a nastepnie prosto do Ranamus.Wchodzisz w to?
-Teraz nie ma trzeciej, pasuje mi.
-Ciesze sie.Pamietaj, ze w Ranamus opuscimy nasza planetę.Dlategoteraz zjemy obiad.


***
Płatnerz nie targował się i w zamian za zdobytą katanę oprawił w srebrne groty wszystkie strzały, ktore zdobyli, a nawet dolozył troche nowych oraz skórke strzelecką dostosowaną do wąskiej dloni Wasilija.I bez tego inaczej wygladali, gdy szli rowniną .Z prywatnego arsenału Sadalvela- resztek dawnej swietnosci- Wasilij otrzymal cesarski smoczy helm, chitynowy pancerz, ktory łatwo ukryć pod odzieniem, lekką dreughową tarczę i krasnoludzki krótki miecz wytwarzajacy dużą ilosc trucizny przy trafieniu.Sadalvel odzial sie w pelny zestaw szklanej zbroi, w dłoń wziął włócznie z dwemerowym grotem, na pasie blyszczaly szeregiem ebonowe szydła do rzucania.Obaj nieśli ukryte po kieszeniach sześć flinów i dwie sujammy, celem zwiększenia sił, ktore nie będę wielkie, gdy wyladuja na nieznanej planecie.
-Sadalvelu- odezwal sie w koncu Wasilij- czy byles juz kiedyś... tam?
-Nie.I tak naprawde nie wierzę opisom krajobrazów świata Vermai, poczynionym przez szalonych magów.Teraz, jesli wrócimy, będziemy mogli zadac im kłam.
-Wrócimy- probowal zapewnic Wasilij.
-A potrafisz strzelać z łuku?
-Nigdy nie bylo mnie na niego stać, więc strugałem grube drewniane, o mozliwie dużym naciagu.Ten mi pasuje.Kiedy raz pozwolono mi wziac w dlon luk bojara, naciagniecie nie wymagalo zadnego wysilku, a byl to luk 15 kg.Ten ma okolo 20, wiec jest akurat.Skorka tez ulatwia zadanie.
-Jest- powiedzial powaznym tonem Sadalvel.
Wasilij spojrzal daleko przed siebie i w odleglosci kilkuset metrow dojrzal cos jak wielkie platnerskie obcegi wbite w ziemie.Obcegi mialy wielkosc dwoch przecietnych moskiewskich chat, lub jednej dieriewni- osady zlozonej z dwoch czy trzech gospodarstw- zaleznie od nasycenia okolicy szablami i strzalami.
Lecz spojrzenie na to miejsce zrobilo na nim wyrazniie gorsze wrazenie, niz szarzujacy czambul Kałmyków.Poczul dziwny chlod w dole ciala.Wiedzial, ze to Ranamus.Sama nazwa kryla w sobie złe tajemnice.Sluchajac opowiadan o wygladzie daedrycznych swiatyn Wasilij zachodzil w glowe, probujac sie domyslic , w jaki sposob je budowano.Lecz samo spojrzenie z daleka na dwie sciany nasuwalo mgliste wyobrazenie czarnych vermai deformujacych kamien w dziwne ksztalty za pomoca nienawistnych zaklec.Wrazenie bylo tak straszne, ze uslyszawszy warkot z lewej strony, krzyknal ze strachu.
Odskoczyl w bok i niewielkiej doznal ulgi, dy zobaczyl nieforemny pysk o zebach wielkosci tasakow, z ktorych ciekla trucizna.Pysk osadzony byl na malych, niezgrabnych nozkach.Warczal nadal.
-Wal go!- krzyknal Sadalvel nieglosno, ale z werwa Awdiejewa.
Wowczas Wasilij poczul, jakby budzil sie ze zlego snu.Kopnieciem w nozke obalil alita, a gdy ten wstawal, dobyl szabli.Wzniosl lekkie ostrze i ciosem z ramienia cial stwora tam, gdzie powinien miec kark.Szabla zachrzescila, gdy klinga prrezcinala kregoslup.Gdy zielona krew alita splywala z blyszczacego ostrza, zwierze lezalo martwe.
-Doskonale.-pochwalil Sadalvel.-Skoro, jak mowisz, jeszcze nie walczyles.Masz chustke, obetrzyj szable.Nie musisz sie rozgladac, ality sa slabe, lecz na tyle agresywne, ze nie wytrzymuja w stadach.Tepota je gubi.Nie oskorujemy drania, przed nami Ranamus.
-Daedryczne kaplice to wrota, ktorymi one przechodza ze swoich planet na nasza?Widze tam jakies postacie.
Przed nimi teren nieco sie obnizal i teraz, schowani w zielonym krzewie, widzieli jak na dloni ruiny.Rzeczywiscie, chodzilo tam kilka istot, z ktorych jedna czy dwie z trudem przypominaly ludzi.
-Tak, choc Ranamus nie posiadal nigdy kaplicy.Nas to nie zatrzyma... ale w kazdej chwili kolejne Daedry moga przebyc wrota miedzy naszywi cialami niebieskimi.Kucnij, to daedroth... tak, teraz dobrze.Rakka-Mei ukradla zacnemu Dvaithowi Fyrowi amulet, ktory przeniosl bohaterke do siedziby, ktora znajduje sie poza granica naszego swiata... badacze na podstawie obdukcji gwiazd podejrzewaja, ze ta kaplica miesci sie na dziewiatej planecie naszego ukladu...u was w Moskovii wiekszosc ludzi sadzi, ze ziemia jest plaska, tak?-nawet teraz nie mogl sie powstrzymac od szczerych wynurzen.
Wasilij docenil to:
-Tak , wiekszasc...
-Dobrze, dosyc gadki.wez-rozkazal, dajac Wasilijowi zwoj z napisem w jezyku Cesarskich-Sam sporzadzilem.Odczytaj zaklecie.Da nam trzyminutowy kamuflarz.kameleona.W tym czasie podejdziemy do Ranamus niepostrzezenie, i pozabijamy tych drani, bo jawnie nie moze nam sie udac.Jeszcze 20 lat temu , po upadku Dagoth Ura, Mokry Piasek ledwo mnie wyleczyla z rany od norskiego daneaxa...Znasz nasze pismo?Wy przyjeliscie je z Bosporanu?
-Tak, ale w szkole jeszcze w Moskwie poznalem wasze pismo.
Gdy Wasilij wypowiedzial zaklecie, zwoj rozsypal sie w bialy proch.Z tego, co czul, nic sie z nim nie stalo, ale zauwazyl, ze... przeswituje przez niego swiatlo slonca.Spojrzal na Sadalvela.Jego mistrz nagle zniknal, lecz po chwili chlopiec mogl dojrezec jego kontury w sloncu.
***
Bjorn oparl sie o sciane Ranamus.
-Nie budzcie atronacha, bo narobi wrzasku.Zjadlem niewiele parowek, a on wciaga 40 razy tyle, co czlowiek.Kurt, co tam masz pod przeszywka?Tez bym zjadl...
Anemiczne slonce odbijalo sie w helmie Norda, jakby chac rozswietlic mroczny dziedziniec ruin.Nordycka kolczuga opinala scisle jego sloniowe cialo, potega rzucajace wyzwanie ludziom i Daedrom.Miecz wszakze tkwil jeszcze w pochwie, zas na okraglej tarczy mial czarny emblemat podobny do krzyza, ale z kazdym ramieniem zalamanym w prawo, na czerwonym tle.Ten sam znak widnial na tarczy Kurta, ogromnego draba, ktory teraz oddawal czesc wijacemu sie przed nim daedrothowi, wyrzucajac otwarta dlon w strone stwora.
-Unud Hy!-krzyknal Bjorn do daedrotha.-gdzie Wathet vermai?pocialbym kogos dzisiaj.
-Hans!-krzyknal do niskiego pobratymcy - nie budz atronacha!Nie mamy nic dla niego!
-Ciszej, bo uslyszy- odkrzyknal Hans.Dawno nie odnieslismy wiekszego zwyciestwa.
-Poradzimy sobie bez zywiolaka-odpowiedzial Bjorn.Jestesmy silni i nikogo sie nie boimy.A najmniej tych oblakancow z Legionu.

-WARUM BIST DU SO UNARTIG?
....................................................................................................................................
glos,spokojnie zadawajacy pytanie w jezyku Bjorna, nie nalezal do zadnego z Nordow.Bjorn mial w oczach zdziwienie nawet wtedy, gdy wlocznia Sadalvela przebila go na wylot.
Kurt blyskawicznie wydobyl miecz, zwykla norska jedynke, ktora zalsnila jak lod na ciemnej scianie z bierwion na chalupie w Saxonii, lecz daedroth Unud Hy, z ktorym rozmawial, zagulgotal:ciemnozielona krew trysnela w miejscu, gdzie pod wezowata szyja pojawil sie srebrny grot strzaly.Nie widzial strzelajacego, tak jak nie widzial, kto wypatroszyl brzuch Bjornowi, Hans nadbiegl z dlugim toporem, krzyczac "Sieg Heil!" lecz blyskawicznie zawisl na czyms, co i jego przebilo na wylot wraz z kolczuga.Kurt cial straszliwie z ramienia tam , gdzie, jak mu sie zdawalo, dojrzal ruch.
'huaje!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!- rozlegl sie krzyk z tylu.Mlokos biegal wokol Kurta, szukajac wroga.
-ruhe, dyabl!-rozkazal Kurt.Bo cie zabija!!
Ale bylo za pozno.Mlokos padl z jekiem, a w nastepnej sekundzie cos sparowalo cios Kurta.Nord wycofal sie pod sciane, cos ostrego brzeknelo o jego napiersnik.
Z tylu Unud Hy odwrocil sie po strzale, ryknal cos, lecz nie dostrzeglszy strzelca ruszyl do szerzy z wyciagnietymi pazurami, uruchamiajac daedryczne zmysly, niezalezne od sluchu, wzroku, wechu czy dotyku.Wasilij jednak mial juz strzale na cieciwie i naciagnawszy luk do konca wypuscil pocisk, ktory przebil na wylot otrzewna serca daedry.Ale widok szerzujacego daedrotha powaznie nadszarpnal morale chlopca, tak, ze niemal upadl , gdy Unud Hy zwinal sie na kolana i z chrapaniem polozyl sie powoli.I wtedy przyszlo najgorsze.Wezowa skora blyszczala, i rozblysla jak fala, gdy poderwal sie na nogi.Wasilij odskoczyl do tylu w naturalnym odruchu, i niespodziewanie, niczym chlusniecie goracej wody z wiadra w mroz- goraco.Daedroth, wciaz nie widzacy Wasilija, pedzil wprost na niego, i Wasilij zrobil to, co mogl- odskoczyl w bok, i pozostalo mu tylko ogladac spektakl:Unud Hy wpakowal sie w to, co go oparzylo z tylu: postac majaca kontury niby humanoidalne, ale zbudowane calkowicie z ognia... upiorna maska, jaka sie w krajach poludnia zaklada skazanym na twarz i ktora zwa maska wstydu, a ktora nadawala atronachowi upiorny wyglad twarzy.
Daedroth zderzyl sie z atronachem ognia, ktory obudzil sie ,slyszac walke,i rzybiegl, nie zobaczyl wszakze Wasilija ani Sadalvela.Wasilij odbiegl w tyl, tam , gdzie Kurt walczyl z Sadalvelem, i dobywszy strzaly z kolczana, napial luk.Ale daedroth uciekl z rykiem poza obreb Ranamus...
Zas atronach ognia pobiegl prosto na Wasilija.Czy bedac zywiolem ognia przyciagalo go cieplo ciala witezia?Wasilij wypuscil strzale prosto w twarz obramowana maska z dziwnej materii, z odleglosci trzech krokow.Wiedzial z ksiazek, ze srebrna bron z latwoscia moze naruszyc struktury witalne trzymajace w jednym ustroju cialo atronacha, i z ta nadzieja oddal strzal.Rozlegl sie dzwiek, jakby dwa glazy tarly o siebie, i Wasilij widzial, ze atronach jest ranny.Strzala spadla w kilku kawalkach... z boku.Wbrew prawom fizyki... naszej, nie atronacha, planety.Zywiolak rzucil sie na sciane i zaczal ja bic
ciosami calego ramienia.Wasilij wahal sie chwile, czy strzelic jeszcze raz, czy zaatakowac szabla, czy dwemerowym gladiusem, poki jest niewidzialny , lecz nie wiedzial, w jakim stopniu ogien atronacha zniszczy jego bron.Gdy juz zdawalo mu sie, ze czar kameleona ustapil, dwemerowa wlocznia przeleciala mu przed oczami i wbila sie pod podstawa maski atronacha do polowy dlugosci drzewca.Stwor zaszumial, ale drzewce nie palilo sie.Daedra wykonala reka ruch, jakby chcac zlapac ratyszcze, i nagle padla na wznak.Wasilij odwrocil sie i z radoscia zobaczyl, ze Kurt lezy pod brunatna sciana, jego kolczuga przebita jest w kilku miejscach, zas kaluza krwi, otaczajaca go, szybko sie rozszerza.Nord musial byc dobrym wojownikiem, skoro w swoim mlodym wieku zdolal przez kilka sekund stawiac opor niewidzialnemu wrogowi.Jednak Sadalvel byl o kilkadziesiat lat starszy i , oczywiscie, niewidzialny- co przewazylo szale zwyciestwa.Nad Kurtem nikt nie stal- Czar kameleona nadal trwal.Ale Wasliji uslyszal dzwieczny glos Sadalvela:
-Zyjesz?Swietnie!Choc tu, musimy trzymac sie razem.Te ruiny to istny port , do ktorego przybywaja ze swojej planety.
Sadalvel zaczynal swoja gadke.
-Obym mial taki woz, gdy zdazam do ojca- odpowiedzial Wasilij , chcac rozladowac napiecie.-Twoja wlocznia- powiedzial, chwytajac za drzewce , sporzadzone, jak sadzil, z hebanu, by okazac bojowosc i dac pozor, ze nie boi sie trupa atronacha.Kij nie byl goracy, a wyciagnal go lekko,jakby ze sniegu, zas cialo zywiolaka bylo juz martwe- plonelo wprawdzie powierzchownym ogniem,ale byl to ogien,ktory zdradzal oznaki gasniecia i z wolna zamienial sie w zolty popiol, zwany w alchemicznej nomenklaturze sola ognista.
Wasilij podszedl z wlocznia w strone, z ktorej dochodzil glos Sadalvela, i poczul niezbyt mocny uscisk na drzewcu.Wowczas puscil ratyszcze, choc dlon ludzka bylaby ostatnia rzecza, ktorej by przypisal uscisk.
 
 
 
Missun
Administrator

Pomógł: 3 razy
Dołączył: 01 Lis 2007
Posty: 178
Skąd: Chata Missuna Akina
Wysłany: 2008-01-24, 12:02   

-Chodzmy-powiedzial Sadalvel-moze byc ich wiecej, a my musimy znalezc wrota do ich swiata.Gdy vermai budowaly ten chram, nie postawily kaplicy, gdyz chcialy utrzymac w tajemnicy obecnosc obustronnych wrot.Tylko tedy nadnaturalna esencja Daedry moze wrocic nienaruszona do Otchlani.Nie jest to latwe nawet dla nich.Nie utaily tego miejsca ze strachu, lecz wkrotce beda musialy to zrobic- bo ja nie przepuszczam zadnej Daedrze.
Glos nadal dobiegal z nikad, ale trzymajac sie blisko obeszli cale "obcegi".
-Byles tu kiedys?-spytal Wasilij, wiedzac, ze czegos nie powiedzial Sadalvelowi.
-Tak, kilka razy.Polowalo sie na Daedry lub ich wyznawcow...
-Daedroth uciekl- powiedzial Wasilij.-Mogl pobiec do wsi...
Wasilij naciagnal luk do polowy.Obeszli mur z drugiej strony, tam , gdzie zniknal oslizgly stwor.Zaczeli sie rozgladac i wtedy zza poludniowej sciany, od ktorej przyszli, dobiegl ceglany dzwiek, na ktory Wasilijowi stanely na bacznosc wlosy pod cesarskim helmem.
Unud Hy wybiegl zza sciany.Zdazyl wyrwac sobie strzaly, zielona krew juz nie plynela.Rozpostarl szeroko ramiona, otworzyl dlugi pysk i blyskawicznie biegl na dwoch wojownikow.
No tak!Kameleon przestal dzialac!
Wasilij nie wytrzymal nerwowo: naciagnal luk niewiele i wypuscil strzale, ktora utkwila w tulowiu Daedry, daleko jednak od serca, lecz Sadalvel,ktory tez stal sie widzialny, wydobyl z pochwy miecz, ktory byl krasnoludzkim claymore, lecz krotkim na niecaly metr oraz pozbawionym jelca, i blyskawicznie runal w strone potwora, tak jakby chcial go stratowac.Przebiegajac obok niego chlasnal w poprzek zielonych plecow.Najpierw zlociscie zablysla klinga, potem trysnela zielona krew, nastepnie korpus potwora rozdzielil sie na dwie wijace sie polowy, ktore padly na ziemie na dwie strony.
Z obu kawalkow cielska zaczely plynac wnetrznosci-biale i zolte- niczym wylane z miski w rzezni.
Dym i smrod z wnetrznasci rozlewal sie wokol, saczyl sie rowniez z miecza Sadalvela.
-To juz koniec daedrotha?-spytal Wasilij, by rozladowac napiecie.
-Teoretycznie nie, praktycznie tak.
Obaj znali odpowiedz...
-Gdzie tu jest granica swiatow?
-Od polnocnej strony.Stamtad wylezli.
Obeszli chram, ale Wasilij i teraz nic nie zauwazyl.

-Teraz naprzod- powiedzial Sadalvel.-Idz obok mnie.
Wyszedl skosnie od sciany, w przeciwna strone niz biegla w kierunku wschodnim.Wasilij staral sie isc kroko w krok przy mentorze...Wykonali gwaltowny skret po kole w tyl... po czym w nastepnej chwili szli w ta sama strone, kolejnym manewrem byl marsz na sciane...
i stalo sie cos, co scielo Wasilijia lodem.
Sciana, zamiast sie przyblizac, zaczela oddalac sie w tyl, tak szybko, jakby Wasilij jechal na koniu sto razy szybszym niz najszybszy Cesarski ogier.Odglosy swiata zaczely cichnac , swiatlo dnia zgaslo w kilka sekund, takze ruiny znikly, ustepujac miejsca chmurze, ktora byla jednoczesnie jasna i ciemna, mala i duza, oddalona i bliska... a moze ani ciemna, ani swietlista, ani wielka, ani mala, moze byla wszedzie...Wasilij nie mial pojecia,czy sie porusza, jak i w jakim kierunku, nie widzial nigdzie Sadalvela...
Pierwszym, co zarejestrowaly zmysly Wasilija, byl huk.Cos huczalo wokol...
wlasnie, wokol czego?
Wasilij poczul, ze porusza sie naprzod, jakby biegnie, lub skacze.Z trudem zatrzymal sie .Rozejrzal.Otaczaly go mury, ktorych wysokosc i gruboscz prawej strony przekraczala wielkoscia te, ktore wg slow kupcow stoja w Carogrodzie i Bosporanskich twierdzach, gdzie jego rodacy- Moskowianie pilnowali za pieniadze swoich rodakow zamknietych w lochach.Moze pylony, ktore wybudowal dla Atona faraon Nektanebo przed piecioma tysiacami lat w dalekim Khem,o ktorych Wasilij dowiadywal sie z ksiag, dorownywaly tej scianie.Tu byl gladzony kamien, ale koloru fioletowego-i w oddali Wasilij ujrzal szczyt gory , podobny do kilku koron miazdzacych sie nawzajem i
zastyglych w bezruchu, ktory byl tego samego koloru.Szczyt polyskiwal metalicznie na tle nieba, ktore bylo jasnociemne na calej swej powierzchni.Wasilij obiegl wzrokiem firnament, i jego spojrzenie przeroslo nad nizsza sciana, ktora byla krucha i cienka w porownaniu z prawa.Z tylu Wasilija byla przerwa miedzy scianami, ktora wychodzila na kamienisto-pustynna przestrzen, ciagnaca sie az do podnoza Gory Koronnej- zak zaczal nazywac Wasilij monumentalny szczyt.
A z przodu mial...
Tylko dlatego ogladal sie wokolo, bo przestrzen z przodu byla pierwszym , co zobaczyl.Tu mury otwieraly sie szeroko, i chlopiec mogl widziec... wlasnie, co?
Od razu wiedzial, ze nie jest ani w stepach Hunskich, ani w gorach Koth, ani na Antypodzie, z ktorej kiedys wrocil jeden statek.
Ani na Mundus, czy, jak mowilo sie w Moskowii- nie na Ziemlji.
Na Mundus powietrze nie huczalo: tu slychac bylo huk, a widac bylo gwaltownie poruszajace sie przezroczyste mineraly w powietrzu.Byc moze to one wydawaly ow huk, ktory nie byl regularny- jak niejednostajne byly ruchy owych zjawisk.Przed soba mial lekko pofaldowana rownine, upstrzona z rzadka skupiskami obiektow roznej wielkosci i kolorow, ktorych natury nie mogl z racji odleglosci rozpoznac.
-Jekome nasztu barin... zaczal mowic do siebie w ojczystym jezyku, gdy dzwiek, ktoru przebil sie przez loskot atmosferyczny- dzwiek w pelni ziemski- odglos obsuwajacego sie kamienia od strony niskiej sciany kazal mu sie odwrocic w lewo .Odruchowo chwycil za luk, jednoczesnie wyciagajac go z sajdaka i dobywajac strzaly.Jaka byla jego ulga, gdy zza sciany wyjrzal znajomy szklany helm...
-Sadalvelu!Jestesmy po drugiej stronie szyby!
Stary wojownik rowniez byl przytloczony zmiana planety.
-Udalo sie!Dremora mowila prawde.Teraz tylko konieczne jest znalezienie konca nitki...
-... po ktorej dotrzemy do motka!-dokonczyl Wasilij.
-Tak!Chocmy wiec naprzod ta rownina.Nie mozemy przeciez wlazic na ten mur albo tamta gore, zeby sie rozgladac po okolicy.Niewiele bysmy dojrzeli, bo jestesmy tu pierwszy raz i nic nie wiemy, a nas by zobaczono i , moge postawic karbowance przeciw septimom, ze wiedziano by, co zrobic z naszym miesem.Wez- podal Wasilijowi grudke jeremiejewitu na szklanym lancuszku- ten amulet uczyni Cie niewidzialnym na minute.Mam taki sam.Wasilij nie mial dotad kontaktu z amuletami o wiekszej mocy, wiec ujal go w dlon i dotknal druga.Rozlegl sie lagodny swist, lecz nie dostrzegl zadnego efektu: nie stal sie niewidzialny.Sadalvel spojrzal w gore.
-Tu powietrze jest inne niz na Mundus.Ono nie pozwoli dzialac temu zakleciu, bo magia laczy sie z przyroda- nie moze bez niej istniec.Ten amulet wykonalem na naszej Ziemi, a dusza , ktora zostala uzyta do jego zaklecia, nalezala do skrzekacza.Gdyby nawet byla daedryczna, to kto wie, czy stworzona do dzialania na Mundus, zdala egzamin tu.Coz, nie widze wrogow w poblizu.Mozna isc.
To, co czuli pod stopami, nie przypominalo ani zyznego pylu Czerwonej Gory , ani twardej skaly Molag Amur, ani humusu Popielnych Ziem.Bylo to bardziej kamieniste miejsce., jakich nie mozna bylo znalezc na Vvardelfell.Widac bylo, ze dawno tu nie wybucha wulkan- jakis milion lat.Zas siedlisko Dagoth Ura zawalilo sie 20 lat temu i wiele popielnych pustyn juz zamienilo sie w plantacje do tego stopnia, ze Wyspy Askadyjskie utracily nie tylko monopol na rolnictwo, ale i wiekszosc zyskow z niego.
Tymczasem tutaj bylo zupelnie inaczej, ale nie mozna oceniac planety, skoro jest sie na niej od minuty, a nie przeszlo sie dwoch metrow.W zasiegu wzroku dostrzegli cos, co wygladalo jak rowy irygacyjne, choc pierwsze wrazenie bywa wrecz dwubiegunowo mylace.
-Coz to jest za droga, ktora przybylismy?-Wasilij nie mogl otrzasnac sie z wrazen po podrozy.
-A czy mrowka jest w stanie powiedziec, gdzie jest, gdy wejdzie do domu ludzkiego?Tez nie mam pojecia.Balem sie podwojnie, bo Ty nic nie zrobiles Daedrom, ze to przejscie umiesci nas obu w o wiele gorszym miejscu.
-Nie wiesz, czym jest ta budowla, w ktorrej sie znalezlismy?Jak dla mnie wyglada to na oznaczenie portu miedzyplanetarnego , zbudowane w czasach, gdy Daedry nie byly tak silne...
-Zdumiewajace!Taka bystrosc w takim wieku!Rakka-Mei wiedziala, co robi, polecajac Ciebie.
-To Boetiah mnie polecila...
-Za pomoca Mokrego Piasku.Kiedy bylem mlody, znalem inna Argonianke, niejaka Okur...
Sadalvel jeszcze mowil "O..." gdy wsrod huczacego powietrza jedna z wielkich czastek zaczela wykonywac amebowe ruchy tuz przed Wasilijem.W nastepnej chwili chlopiec poczul jakby uderzenie wiatru i jego zdobyczny luk, wystajacy z sajdaka rozpadl sie na kilka kawalkow, strzaly zaczely pekac i czesc ich odlamkow porwal ow obiekt, chwile krecil nimi i w koncu rozrzucil na przestrzeni kilku metrow, zas sam opadl w kierunku ziemi i zniknal w niej.
-Wykryli nas?-spytal Wasilij, ledwie zywy po tym ataku.
-Nie sadze- uspokoil mentor.Po prostu to powietrze, w przeciwienstwie do naszego, jest agresywne.
Mnie pare razy tak szarpnelo.Zbierzmy kawalki luku istrzal, bo stanowia wymowny slad.Wloz wszystko do sajdaka.A teraz daj mi go.Przez cale zycie nosilem ogromne ilosci lupow i musialem go jakos utykac po kieszeniach.Tobie bedzie bezuzyteczny sajdak przeszkadzac, mnie nie...nie boj sie, nie mowie, ze jestes mieczak, ale nie kazdy nosil od razu dziesiec krzatowych kol zebatych.
Szli caly czas naprzod i to, co brali z poczatku za rowy irygacyjne , bylo rzedami poziomych, plozacych sie pni , ktore, wyrastaly zapewne z ziemi, jak rosliny w naszym swiecie, ale nie mialy zadnej tendencji do rosniecia w gore.Oczywiscie jak i nasze drzewa , owe rosliny mialy rozne dlugosci, zaleznie od wieku.Wygladaly na porowate, widoczne bylo tez cos w rodzaju kwiatow.Rosly skupiskowo i pojedynczo, w oddali dostrzegli cos jakby lezacy las.Kepa, obok ktorej wedrowcy przechodzili, obrastala cos, co wygladalo na stopiona z kilku rud bryle , siegajaca im do piersi.Naprzeciwko z ziemi wyrastal las ciemnych przedmiotow, przypominajacych kolumny- mialy rozna wysokosc: niektore siegaly Wasilijowi do kolan, inne przewyzszaly Sadalvela kilka razy.Tworzylyspora, zwarta grupe i byly oddalone zbyt daleko, by mozna bylo zidentyfikowac je jako twor geologiczny, rosliny, lub wytwor istot rozumnych.
-Skad pochodzi twoj miecz, Sadalvelu?-spytal szeptem Wasilij, czujac , ze nie sa bezpieczni, ale nie mogac pohamowac cierpliwosci.
-Wytluklem kiedys szajke przemytnikow w jaskini wskazanej mi przez Okur, o ktorej mialem Ci opowiedziec.Byl wsrod dwemerowych gratow, ktore przemycali z na kontynent.Podczas jednej z walk zlamal sie w ciele jakiegos drania.To uznalem, ze taki jest wystarczajaco grozny, idealny do jednej dloni.Platnerz wyostrzyl sztych i pozbyl sie rozbudowanego jelca, by zbic wage.Taki daje duza przewage w walce.
Wasilij poprosil Sadalvela, by dal mu potrzymac miecz, przyznajac, ze nigdy nie mial okazji miec miecza w dloni- w Moskowii uzywano glownie szabel.
Ledwie waskka dlon ujela rekojes pokryta barwiona skora kagouti, gdy straszliwy dzwiek zagluszyl wycie atmosfery:cos jakby swist maszyny parowej lub centuriona, lecz glosne tak, ze na Mundus mozna bylo by uslyszec go w promieniu kilku mil, a wydany na pewno przez zywa istote....
Wasilij polozyl dlon na rekojesci szabli., choc powiedzial jednoczesnie:
-To nie musi byc wrog.Moze w tym wymiarze fotosyntezie towarzyszy taki dzwiek?
Zauwazyliscie, ze jakby udzielila mu sie gadatliwosc Sadalvela...
-Jesli tak, to znajdzmy owa rosline, skoro nie zrobi nam nic zlego-zaproponowal mentor.
Przed nimi rozposcieral sie las owych czarnych przedmiotow, zas dalej z lewej byla wolna przestrzen, przechodzaca w sredniej wielkosci wzniesienie, z jakiego zwykle Zlote Bostwa wypatruja ludzkiego miesa na terenie Pastwisk.Z tego szczytu spodziewali sie wypatrzec istote wydajaca owe dzwieki.Ruszyli biegiem, lecz swist rozlegl sie znowu, urywany krotko, zas odpowiedzial mu okrzyk podobny doeksplozji systemu zasilania w dwemerowej fabryce, a nastepnie zaklecie, wypowiedziane kobiecy, lecz silnym i czystym glosem:
-Istereki Shaviatis!
Syczenie, okrzyk i zaklecie dochodzily zza lasu kolumn.Sadalvel i Wasilij biegli w kierunku wzgorza, mijajac ow dziwny obiekt.Wasilij czul twardniejacy pod stopami grunt, gdy wbiegal pod gore.Twor urywal sie w dole, gdzie przechodzil w bardziej wysublimowane , lecz nadal prymitywne ksztalty, koloru niebieskiego, zoltego i czarnego, ktore od biedy mozna by nazwac drzewami i trawa.Tu , wsrod huczacej atmosfery, owe obiekty byly na wielkiej przestrzeni oplecione chmura cienkiej sieci splecionej z dlugiej, bialej nitki, ulozonej w jakby stog siana... przy zboczu wzgorza zas siec byla spleciona poziomami, jak dywan.Tyle Wasilij dostrzegl w pierwszej chwili.W nastepnej dostrzegl na plaskiej czesci sieci, u swoich stop, kobieca postac o dlugich czarnych wlosach, szczupla i wysoka, ubrana w powloczysta szate , ruchami dloni starajaca sie rzucic jakies zaklecie, gdyz z miejsca, w ktorym siec byla najgestsza,wypelzal na dwunastu chitynopodobnych lapach stwor wielkosci mamonta, jakie sie czasem widuje w Moskovii,, bialobrazowy, -pajak z odwlokiem i kawalkiem glowotulowia, gdyz przednia jego czesc , brunatna i pokryta z rzadka sierscia,
byla ludzaco podobna do ludzkiego torsu- i zakonczona czyms , co przypominalo humanoidalna glowe, tyle ze wielka,brunatna, z czarnymi oczami, z ciemnymi ramionami po obu jej stronach, z ktorych kazde zakonczone bylo tak mocarnymi pazurami, jakich zadne zwierze na Mundus nie mialo.Stwor wypelzal ku plaskiej sieci, swiszczac, a takze wykonujac dziwne-podobne do kiwania i krecenia -ruchy glowa, ktore sprawialy, ze kobieta, ktora nie mogla wydostac sie z sieci posuwala sie coraz szybciej ku niemu.
Wasilij nie byl zdziwiony spotkaniem tych dwoch istot- czytal w ksiegach pozyczanych w Miejskiej Bibliotece, ze
Slugami Mephala sa pajecze Daedry w formie centaurów ,
natomiast
Pomniejsza Daedra Sheogoratha jest Zlote Bóstwo, skapo ubrana istota wygladajaca jak ludzka niewiasta, wyjatkowo jednak odporna na magie i wprawna w jej uzyciu.
Najgorsze kulty czynily tak perfidna roznice miedzy nimi, ze zaliczaly Mephala do "dobrych", daedr.Zdarzenie, ktorego teraz byl swiadkiem Moskowianin, nie wyprowadzilo ich z bledu, bo czyz Kurt nie oddawal czci Daedrothowi, choc widzial, jak postepuje z ludzmi?
Daedra-pajak wolnym, pewnym siebie krokiem szla ku przyciaganej dziewczynie, z przerazajaca synchronizacja stawiajac lapy, ktore niewiele mialy w sobie z odnozy zywej istoty- moze dlatego, ze Wasilij nie widzial nigdy tak wielkiego pajaka.Zlote bostwo wydalo jeszcze jeden okrzyk, gdy eksplozje atmosfery i magia slugi Mephala rozwialy jej wlosy tak, ze zaslonily jej cala twarz:
-Shaviatis!Rahekem koht...- i padla na wznak na siec.Jakkolwiek Zlote Bostwa mogly byc odporne na magie ludzka i na Mundus,lecz owa znajdowala sie w legowisku slugi Mephala i jej atrybuty niewiele znaczyly w miejscu, gdzie pajak tworzyl swoja moc.Wielkie,czarne oczy pajeczej Daedry wpily sie z pozadaniem w lezace cialo, zas rece zwrocily sie w prawo, pazury zlaczyly sie... i wtedy stwor spostrzegl dwoch ludzi.Zanim zdazyl zareagowac,Wasilij byl miedzy nim a corka Sheogorata z szabla w dloni.Nie lubil walk rycerskich, nie podobaly mu sie turnieje-ale kochal piekno i nie znosil, gdy sie je niszczy.Jak rzekl Ojciec Swiety: naszych czasach, bardziej niz kiedykolwiek, glówna sila ludzi zlych jest lekliwosc i nieudolnosc dobrych; a cala zywotnosc królestwa szatana ma swe korzenie w opieszalosci chrzescijan
Tak teraz nie rozumial,czemu ma zostawic piekna dziewczyne na pastwe parszywego pajaka.Miekko opadl na plaska siec, wyciagnal szable tak szybko, ze w nastepnej sekundzie mogl przeskoczyc cialo Zlotego Bostwa, mimo, iz siec lepila mu sie do podeszw.Olbrzym ruszyl mu naprzeciw, pietrzac sie, i wyrzucil jedna z lap w bllskawicznym ciosie.Wasilij zszedl w prawo, trafiajac na druga, ktora uderzyla w dreughowa tarcze, lecz gwaltowny zwrot uchronil go przed upadkiem, gdyz to uderzenie przewrociloby ogrima.Wykorzystujac to, ze byl mniejszy od wiekszasci ludzi, a co dopiero od istoty, ktora probowala go zgladzic, znalazl sie w martwym punkcie jego lap.Spojrzal teraz w ogromne oczy, ktore patrzyly na niego ze zdumieniem , jakiego nie przezyly od wiekow, przez ktore parszywa glowa wypatrywala zdobyczy na tej planecie.Oczy, wieksze niz u czlowieka i przenikliwe, wpatrywaly sie w chlopca, gdy wzniosl szable do ciecia.
Wasilij poczul jednoczesnie, jak szabla grzeznie w szyi stworu, gdyz podjal desperacki zamiar odciecia mu glowy, i jednoczesnie cos stuknelo go znowu w tarcze.Ostrze szabli ugrzezlo w polowie szyi, cos bialego zaczelo plynac z paszczy stworu, i Wasilij odskoczyl, swobodnie wyjmujac szable z szyi Daedry.Obejrzal sie i mogl zobaczyc, ze ramie pajaka wisi nad nim, podparte wlocznia Sadalvela.Znow pzychodzil mu z pomoca.Skoro jest taki dobry, myslal Wasilij, to czemu sam nie wyratuje swojej wierchuszki?Ale ty ty zaatakowales pajaka, cos mu mowilo, nie Sadalvel...
Krak!Bialy drzewiec wloczni pekl na kilka kawalkow, smukly grot upadl Wasilijowi do stop.Daedra zyla, przednie lapy ruszaly sie, tylne przebieraly- i nie bylo w tych ruchach nic z agonalnego rozgardiaszu w orgazmie- ruchy upazurzonych przednich konczyn byly szybkie i dokladne, zs te, ktore wyrastaly z glowotulowia, w regularnosci ruchow przynosily skojarzenie z wioslami tyrremy z dalekiego Koth.Glowa zwisala na kawalku szyi, i ociekala biala masa, ktora utworzyla juz obszerna kaluze na sieci, lecz oczy nie zgasly.Huk, jaki teraz wydobywal sie z przecietej szyi, przywodzil na mysl odglos spadajacych na twarda powierzchnie glazow.Ruch z tylu zaniepokoil obu ludzi, ale gdy obejrzeli sie, mogli spojrzec w twarz Zlotemu Bostwu. I nie byla to tepa, nieczula twarz, jaka przybieraja one na Mundus w wyniku szoku spowodowanego szokiem wywolanym zmiana atmosfery.Ta twarz, o jasniejszej skorze, gdyz egzystujacej w autochtonicznym ekosystemie.Lecz najwazniejszym , co znaczylo oblicze Bostwa Zlota, byla wielka ulga.Na obu ludzi patrzyla z nieludzka czcia.Ale cala trojka w jednej chwili musiala rozpoczac odwrot, gdyz stwor ruszyl na nich niemal skokiem.Sadalvel krzyknal do Daedrotki w jej jezyku:
-Uciekaj!Nie masz broni!
Dziewczyna poslusznie wskoczyla na skale, z ktorej zeszli, by ja ratowac.Wasilij wiedzial z lektur, ze stwor ten posiada dziewietnascie serc, a kazde jest czterokrotnie wieksze niz serce daedrotha, Zlotego Bostwa czy upiornej Dremory.Takze mozg w znajduje sie w roznych miejscach ciala.Glowa stworu juz nie pracowala , gdyz cios, zadany przez Wasilija, przerwal drogi laczace ja z reszta ciala, a bol z rany i wyplyw plynow ustrojowych zagluszal prace tych drog w ocalalej czesci szyi.Mimo to zmysly stworu bez trudu lokalizowaly wrogow, ktorzy niespodziwanie przerwali mu polowanie.Pozbawiony wzroku upiorny rozum posiadal wiele innych zmyslow.Wyczuwajac przed soba potezna sile, rzucil sie, by ja zniszczyc, a potem zajac sie malenstwem, ktore niemal pozbawilo go glowy, oraz smacznym , wartosciowym kaskiem, jakim bylo Zlote Bostwo.Ale Sadalvel-on byl oczywiscie owa potezna sila-blysnal swoim mieczem i zlazyl sie do ciecia.Owszem, owa daedra widywala nieraz przed soba wojownikow odzianych w szklane zbroje i dzierzacych dwemerowe miecze.Ale wszystkie byly dla niej zwierzyna.Teraz zas najpierw niewielki i slaby czlowiek zadal mu niemal smiertelny cios, zas wielki i silny nie bal sie.Ale wielu z tych, ktorych mozgi i kosci strawil setki lat temu, tez sie nie balo.Daedra niespodziewanie poczula ostry bol , a nastepnie ulge.To Sadalvel odcial jej resztki glowy,lecz w nastepmnej sekundzie musial uchylac sie przed obiema lapami.Gdy zamknely sie na pustce,zadal straszliwe ciecie mieczem w cos, co powinno byc nadgarstkiem,by go sciac i w ten sposob oslabic bestie.Wlazyl w ciecie cala sile, jaka byl w stanie z siebie wykrzesac , gdyz nie mial czasu pic sujammy.Ale uderzenie, ktore by przecielo dwemerowy pancerz jak listewke, zatrzymalo sie, zaglebiajac ostrze na jedna trzecia grubosci ramienia.Struktura tkanki stworu byla zbyt wytrzymala na bron tak niewielkich rozmiarow, niezaleznie od szlachetnosci stali.Sila, z jaka zadal cios, miala ten skutek, ze nie mogl teraz przy jej pomocy wyciagnac miecza z konczyny pajaka, wiec po krotkiej szarpaninie odbiegl ku Zlotemu Bostwu, by uniknac ugodzenia duga lapa.Tymczasem delikwentka probowala, stojac na skale, przywolac jakas zakleta bron , ale wciaz znajdowala sie zbyt blisko wrogiej Daedry i wydzielanej przez nia mocy.Wowczas, wykorzystujac zajecie potwora Sadalvelem, skoczyla na siec, obchodzac go z prawej strony, i blyskawicznie wsunela smukla dlon miedzy kroczace nogi wroga, wyjmujac grot wloczni Sadalvela ze zlamanym kawalkiem drzewca.Gdy zas jedno z odnorzy krocznych wznioslo sie do ciosu, blyskawicznie umknela na tyl i wbila grot w odwlok.To byl jej najwiekszy blad.Cios, zadany z zamachu calym ramieniem, ledwie zadrasnal wstretna skore i zeslizgnal sie.wowczas sluga Mephala przyciagnal Zlote Bostwo po raz kolejny do swojego glowotulowia, pod stopy, by je zmiazdzyc.
Sadalvel skoczyl, dobywajac daedrycznego vakizachi, wprost na ow glowotolow.Wznioslszy ramie do ciosu dzgnal.przed trzydziestu laty wojownik schwytal w klejnot dusze jej wlasciciela, jednego z dremor, a nastepnie przy pomocy uroczej Galbedir zaklal ostrze blyskawicami.Lecz jego nadzieje sie nie sprawdzily- ostrze, zeslizgnelo sie po karapaxie, wywolujac tylko powierzchowne zadrapania od wyladowan elektrycznych.W nastepnej sekundzie musialuchylac sie przed cieciem wlasnego miecza, ktory centurion wyciagnal z rany i chwycil poprawniepazurami drugiej lapy..Sadalvel wiedzial, ze po tych stworach, niebezpiecznych dla samego Mephala, mozna spodziewac sie wszystkiego.Spadl miedzy kroczace odnoza , wypuszczajac vakizachi z dloni chwycil jedno z nich, ktore spadalo na Zlote Bostwo, i zatrzymal, drugie zas kopnal.Lecz nawet on, ktory od piecdziesieciu lat byl lowca, wojownikiem, zwiadowca, partyzantem i przemytnikiem, przy swojej nadzwyczajnej sile, nie byl w stanie powstrzymac gigantycznych odnozy centuriona.Nie wiedzial,czemu chroni Daedre przed inna Daedra, choc polowal na nie przez cale zycie, i szczegolnie lubil zabijac Zlote Bostwa.Odskoczyl wiec dalej w siec, zabierajac vakizachi i widzac, ze Zlote Bostwo, dla ktorego sie tak poswiecil, zachowalo na tyle mocy, by wyrwac sie z mocy centuriona i odbiec o pare krokow.Sadalvel ukladal plan, caly czas wpatrzony wgotujacego sie do skoku nan centuriona: wypic dwie butelki flinu, caly czas uciekajac po wzgorzu, potem dzgnac w lape, niech oddaje miecz, i wiercic w bebechy do skutku...
Wowczas straszliwy ryk dobyl sie z trzewi centuriona.
On rowniez zapomnial o Wasiliju.
Wasilij, gdy Sadalvel odcinal reszte szyi centurionowi, odbiegl pod las kolumn, i wypil dwa fliny, przy czym staral sie jednoczesnie pic szybko i nie uronic kropelki- co nie bylo latwe.Flin mial bardzo przyjemny zapach i smak, i Wasilij zdziwil sie, czujac je w takim miejscu.Gdy szlachetny trunek przelewal mu sie do zalodka, czul, jak wypycha on gdzies precz zmeczenie i slabosc.Dreughowa tarcza i kirys staly sie lekkie, szabli nie czul, jednoczesnie odczul nagle swietna rownowage miedzy cialem a duchem, miedzy sila a inteligencja, i cala jego moc stala sie wieksza.Gdy spojrzal jednak na bezskuteczne wysilki Sadalvela, probujacego przebic glowotulow centuriona, postanowil poswiecic rownowage wewnetrzna i wyciagnal korek z prostej butelki z sujamma.Zaczal pic najszybciej, jak mogl, wielkimi lykami... i tym razem jego sila wzrastala, zas wrazliwosc zniknela.Wasilij stal sie nagle kims innym.Z subtelnego, drobnego chlopca, stal sie tepym ogrimem...ale za to jak silnym!
Z okrzykiem sily rzucil sie na wroga od tylu.Centurion wydal ryk, ktory tak przerazil Sadalvela, i odwrocil sie polobrotem, uderzajac lewymi tylnymi odnorzami krocznymi w Wasilija.Chlopiec musial odbiec gwaltownie w bok, by uniknac ich uderzenia.Straszliwym cieciem odcial czarne rury z tylu odwloka, bedac zapewne kadziolkami przednymi.Nastepnie chlasnal prawe tylne odnorze, ktorymi centurion w niego wymierzyl.krzywizna szabli polaczona z sila ogrima pozwilila zadac gleboka rane.
Sadalvel tymczasem odkorkowal butelke fllinu, lecz fioletowa chmura mocy, wyrzucona przez stwora , powalila go w tyl, a cenny trunek sie wylal.Stary wojownik zerwal sie jednak na tyle szybko, by uniknac trafienia swoim wlasnym mieczem, ktorym bezglowa daedra wen rzucila.Bron przebilapowierzchnie sieci zniknela pod nia.Zlote Bostwo wykonalo ruch, ktory dla wroga jego rasy byl oszalamiajacy- chwycila Sadalvela za lokiec i pociagnela ku zboczu wzgorza.Uscisk byl mocny...Odbiegli kilka krokow, lecz wowczas Sadalvel zatrzymal Bostwo i krzyknal- w zamieszniu po ludzku- do niego:
-Nie zostawie go!!!
Zaczal pic drugi flin, widzac, ze Wasilij walczy z centurionem...
Ale wowczas wszystko sie skonczylo.
Gdy centurion niczym gora obrocil sie do Wasilija przodem, oszolomiony sujamma chlopiec nie przestraszyl sie mrocznego tunelu szyi.Okrazywszy Daedre, cial po odwloku,, a gdy odpowiedzial mu ryk-odrzucil tarcze i chwytajac szable obiema rekami zaczal ciac po odnozach krocznych, broniacych dostepu do cienkiej "talii" laczacej zawierajacy serca odwlok z glowotulowiem.Wowczas odpowiedz stwora byla straszna.Uderzeniem swej straszliwej mocy odrzucil chlopca z powrotem az pod las kolumn,nastepnie runal szarza ku niemu.Wasilij podniosl sie, w wyniku pijanstwa odczuwajac ledwie niewielki strach.Gdy koszmarny korpus byl tuz przed nim, cial miedzy resztki szyi a prawe ramie.Skutek byl straszliwy, rana gleboka, lapa zwisla bezwladnie, a chlopiec bez problemu wyjal szable z cielska, na czas, by stawic czola drugiej lapie.Nie odbijal jednak tego ciosu i skoczyl na nizsze kolumny, by po nich przedostac sie na tyl stwora.Ten, ryczac straszliwie , skoczyl nan, i Wasilij poczul, ze jakas olbrzymia sila wyrywa mu rekojesc szabli z dloni i odrzuca gdzies w dal. Sadalvel skoczyl z tylu, ale ta sama sila powalila go na siec.Zlote Bostwo tymczasem odnalazlo jego miecz i runelo na centuriona.
Pazury nieuszkodzonej lapy blyskawicznie chwycily Wasilija w biodrach i przyciagnely do glowotulowia.Gdzies, na krancu zamroczonej przez alkohol swiadomosci, Waslij uslyszal wolanie:"GLADIUS!!!!TERAZ!!!!" i pojal, ze to on sam do siebie krzyczy.Odrywajac wzrok od bezglowego glowotulowia dostrzegl, ze pazury obejmuja go nad pasem, przy ktorym wisi dwemerowy gladuis o zatrutym ostrzu.Jak on sie nazywal?Ostatnie Zyczenie?Centurion stanal niemal pionowo, umieszczajac Wasilija pod soba, i zaczal sie przygotowywac do zgladzenia niesfornej zwierzyny.W pewnym momencie niemal przylozyl go do brzucha.Wowczas Wasilij dobyl Ostatniego Zyczenia i wbil w pekaty odwlok cala sila wzmocnionego alkoholem ramienia.Krzatowa klinga weszla jak w maslo az po jelec w najwypuklejsze miejsce odwloka-tam, gdzie jest najwieksze sece.Wowczas cale cielsko centuriona skrecilo sie, gigantyczna lapa nagle rozchylila sie i Wasilij odbiegl w tyl, tam, gdzie lezala jego szabla.Gdy ja podniosl, przekonal sie, ze nie bedzie potrzebna-trucizna zatrula wszystkie serca i zwoje mozgowe centuriona, ktory z ogluszajacym rykiem wil sie, machal odnozami- kazdym w inna strone, trucizna , produkowana stale przez klinge miecza, plynela z rozcietej szyi i kadziolkow, dymila zielona chmura wokol stworu,ktory wreszcie opadl, bezwladnie na ziemie, i po chwili zaczal sie oddalac-troche w dol, przechodzac przez glebe, troche w dal, tak, ze czasem Wasilij widzial pzestrzen miedzygwiezdna przeswitujaca przez ziemie-caly czas sie rozpadajac, az zniknal zupelnie.

Czarne sciany plonely, tak jakby ktos rozpalil ognisko wewnatrz wielkiego czarnego kotla.Tyle zobaczyl Wasilij, gdy otworzyl oczy.Wprawdzie to, co czul, bylo wyjsciem zza wrot Erebu, lecz teraz, patrzac na mroczne sciany oblewane kilimami plomieni, mial wrazenie, ze lezy gdzies w grocie w rodzinnym kraju, a nie na odleglej planecie, ktorej nawet nie mozna dostrzec z Mundus.
.....................................................
No wlasnie... poczul, ze lezy zwiniety na jakiejs czarnej, wloknistej materii, a o kilka krokow dalej plonie ogien podsycany brunatnymi klocmi, podobnymi do darni.
"pala torfem"?-pomyslal i wowczas jego wzrok padl na postac siedzaca przy ogniu.Zlote Bostwo, ktore probowal ratowac z opresji od Centuriona...
CENTURION!!!!!Na widok daedry przypomnal sobie o walce.Wzdrygnal sie na widok brazowo-bialego odwloku slugi Mephala.Lecz jego wzrok odrywal mysl od wspomnien, obok dojrzal swoja szable w pochwie, dalej lezal plat wyprawionej skory guara, w ktorym rozpoznal pochwe Ostatniego Zyczenia, i przypomnial sobie, ze zostawil miecz w ciele wroga...dalej siedzial Sadalvel, czyszczac jakies szmaty...
 
 
 
Missun
Administrator

Pomógł: 3 razy
Dołączył: 01 Lis 2007
Posty: 178
Skąd: Chata Missuna Akina
Wysłany: 2008-01-24, 12:02   

Zlote bostwo wpatrzylo sie w niego.I nie byly to martwe oczy, jakie swidruja ciemnosc w zapomnianym Falensarano i ktore czesto sa ostatnim, co widza okoliczni pasterze... nie- to byly zywe oczy, przenikliwe i pelne lagodnosci, zas twarz byla uosobieniem zycia, co przeczyloby wspomnieniom tych, ktorzy zabili przynajmniej jedno Zlote Bostwo- ze zawsze sa martwe.Rowniez cialo pod biala szata nie mialo nic z nekrozy, jaka spowija tkanki nieumarlych.Ruszalo sie i przywodzilo na mysl kazania... nie Saronyego, a wielu innych kaplanow, ktorzy prawili, ze "Zlote Bostwa uosabiaja grzechy tkowe, jak : pozadanie k'kobietom, k'zlotu i k'zabijaniu."Tak, cialo o zlotozywej skorze, ponetne dla kazdego mezczyzny.Wasilij byl zawsze dosc oblesny , dlatego i teraz zarumienil sie na widok tylu wdziekow.Czyz nie dla niej rzucil sie na Daedre, ktorej boi sie przyzywac wiekszosc arcymagow?
Wspomnienie straszliwego stworu znow stanelo mu przed oczami , wzdrygnal sie na krzyk monsta, ktory wciaz drazyl mu uszy.Lecz jaskinia -jak ja nazwiemy- byla cicha, jeno ogien trzaskal na polanach, a owe musialy byc tak twarde jak korzen trama, zmuszony wytrzymywac nieprzyjazny klimat i glebe... nie slychac bylo tu nawet eksplozji atmosferycznych, spytal wiec , patrzac na oboje towarzyszy:
-Centurion padl?...
Sadalvel spojrzal na niego szczerze i odpowiedzial cicho:
-Dokonales tego, o czym Nord balby sie myslec.Zabiles centuriona krotkim mieczem, a jego cielesna powloka
przeszla do otchlani na naszych oczach .
Wasilij nie patrzyl nawet na pochwe po wykutym w Odrosal(w czasach gdy otaczal je las i bylo metropolia) gladiusie.
-Stracilem twoj miecz, a zabilem go tylko dlatego, ze bylem pijany , ostrze bylo zatrute, a najwazniejsze, ze on sam mnie zlapal i podal sie na sztych...dlugo bylem nieprzytomny?
-Wedlug naszego czasu okolo dziesiec godzin, ale ta planeta obraca sie znacznie dluzej wokol swojego Slonca niz Mundus...Dwemerowy mieczyk to nieduza cena za zabicie daedry lamiacej daikatany jak slomki.Dokonales czynu, ktory swoja wielkoscia przewyzsza wszystkie prawdzwe i zmyslone dokonania cesarzy, orkowych rezunow i norskich swin.
-Irikati wahemmu?Spytalo Zlote Bostwo.
-Mey uu levadamo- odpowiedzial spokojnie Sadalvel, jakby jezyk, w ktorym wypisane byly inkantacje w Ramimilk i Tusened byl jego ojczysta mowa.I zwrocil sie do Wasilija:
-Ta istota wziela nas za Dremory jej klanu, ktore przybyly, by ja ratowacz rak tego vermai.Mowi, ze jest klientka Ularradallaku, Daedry rzadzacej tu z namaszczenia samego Hircyna.Jak wiesz, daedry nie maja rodzin, tylko klany...
-niemozliwe-przerwal wojownikowi Wasilij-czemu Daedra z Bal Ur kazala zabic Rakka Mei swoje dziecko, gdy byla wampirem?
-Skad o tym wiesz........??????Sadalvelowi zapalil sie blysk w oku.
-Czytalem "Twierdze Oszustow".
-yhm.Chyba.ze tak.Wiec ta istota, imieniem Kunirai-tu spojrzal na Zlote Bostwo- sadzila, ze zgodnie z prawem klienteli, przybylismy, by ja chronic.A ja nic, tylko wygadalem cala prawde.Mimo wszystko Kunirai uznala, ze pomoze nam na piknkiku, jesli pomozemy jej dokonac przewrotu.
Wasilij wstal, a raczej usiadl blizej Kunirai.Moze slyszal, co paplal Sadalvel, ale w tej chwili widzial tylko ja.glebia ciemnych oczu Zlotego Bostwa zdawala sie wciagac go w nieprzenikniony tunel.
-Nie boj sie, homine-uslyszal nagle glos lagodny, a czysty niczym dzwiek swiezo wykutej szabli tracajacej zdzbla trawy- nie bedziecie moja ofiara.Tacy mocarze jak wy, ktorzy zabili we dwoch Centuriona, latwo zabiliby mnie.Vakizachi twojego wladcy nalezalo, jak sadze z podpisu na habaki, do slug Dagona, ale sztylet, ktorego uzywa byl wykonany przez jednego ze slug Hircyna dla Dremory Uusve, ktora zdazylam poznac.Kiedys udal sie do Ramimilk, wezwany przez ludzi, i twoj Rzadca zabil go, bedac jeszcze mlodym.Skoro odniesliscie takie zwyciestwa, ja umozliwie wam uwolnienie swoich braci, jesli wy zabijecie Subduna-to tez klient Ularrdallaku, ale jego intencje nie sa szczere.Dazy do rozbicia naszego klanu i zaprzedania go Molag Balowi.Ularrdallaku nie moze go zabic, gdyz Subdun jest zbyt silny, by byc pokonany przez inna Daedre.Jesli w zamian za pomoc w uwolnieniu waszych braci zabijecie go, umozliwie wam bezpieczny powrot.
Kunirai niemal nie otwierala ust, lecz jej glos plynal lagodnie i zrozumiale.
-Wiem jak wrocic-powiedzial Sadalvel, gdy skonczyla.
-Powiedzialam "bezpiecznie"-mowila dalej w ludzkim jezyku.Kto wie, jakby sie zakonczyla wasza podroz poprzez miejsca mocy, gdyby zawirowania miedzygwiezdne byly choc troche inne?
Sadalvel zdecydowal sie:
-od czego mamy zaczac?Pierwszy raz jestesmy w waszym swiecie.
-Blisko-czyli w sam raz na wasze nogi- znajduje sie nasze osiedle.Slugus Subduna, mlokos Biegacz jest komendantem strazy miejskiej.Zna lokalizacje wiezien i bardzo nam pomoze.
Czy tego chce czy nie-potwierdzil Wasilij.

"Zawsze mowie za duzo"-pomyslal, ale spytal, by pokryc zmieszanie:
-Mlokosy mowia tym samym jezykiem?
-Na Pulit- tak.
-Ta ziemia nazywa sie Pulit?
-Tak, moj piekny, odleglosc dzielaca go od Mundus jest tak rozpieta, ze nie ogarniesz go swoim umyslem.
***
Okzalo sie, ze wejscie do jaskini znajduje sie w poludniowym zboczu wzgorza, na ktore chcieli wejsc,by sie rozejrzec,lecz po drodze natrafili na centuriona.Gdy Wasilij zemdlal od sujammy , a Sadalvel porozumial sie z Kunirai, ona zaprowadzila go, niosacego chlopca na rekach jak niemowle, do owego schronienia.Poniewaz Kunirai wykazywala sluzalczosc, ni mogac pojac, ze ludzie nie tylko dostali sie do jej swiata, ale i zabili Centuriona, brala ich za swoich przelozonych, wiec Sadalvel, ktory w swoim swiecie uwielbial zabijac Zlote Bostwa, nie chcac zostawiac Wasilija z ta-jak sadzil- krwiozercza istota, kazal pojsc Daedrze do sieci centuriona i wydobyc z niej te sposrod szczatkow jego ofiar, ktore jeszcze byly cale.Jak mimowolnie zauwazyl podczas walki, w pajeczyne zaplatane byly wyssane szczatki wielu mlokosow, skrzydlatycz mrokow, dremor i zarlaczy, a takze innych istot, tak zmasakrowane, ze nie dalo sie ich zidentyfikowac.Kunirai przyniosla kilkadziesiat swietnie wyprawionych przez wiatr skor mlokosa i daedrothow, daedryczny topor bojowy z grzywa na obuchu, krasnoludzki mlot bojowy i pare innych malo przydatnych rzeczy. Najcenniejsze-serca dadry i sole mroku centurion oczywiscie pozarl.Skory Sadalvel postanowil zlozyc w jaskini, by poczekaly na powrot.Kunirai przypasala obosieczny ebonowy miecz znaleziony w kokonie centuriona i wyszli z groty, ktorej "sien" byla dluga-i stad brak w niej echa huku tmosferu Pulit..Kunirai poprowadzila towarzyszy ku polnocy.Szli oboko siebie, jakby znali sie od dawna i ufali sobie...korzystajac z tego Wasilij spytal:
-Kunirai-czym sa te rzeczy, ktore wznosily sie przy legowisku centuriona?
-Tym, czym u was rosliny.Palilismy nimi w grocie.Ale wasze nie wytrzymalyby ani sekundy w naszym powietrzu.Dlatego te,ktore widziales,przypominaly wasze skaly.
-Rozumiem.wasze powietrze polamalo nam luk.
W miare jak posuwali sie ku polnocy, w oczach Sadalvela i Wasilija roslo cos wynoszacego sie pod ciemne niebo:jakby cerkiew, palac czy wieza-takie skojarzenia nasuwaly sie Ziemianom- lecz zgodnie ze zwym Mundusowym dziedzictwem dziwili sie jednemu: na Mundus nie bylo budowli, ktora by byla zbudowana w ten sposob, ze poszczegolne elementy: iglice, schody, dusze(taka plaska przestrzen miedzy schodami- w szkole sie na to skacze z pietra, i zaraz do dyrektora:P) , drzwi , mury byly od siebie odlaczone-a moze im sie tylko tak zdawalo...Coz mogli wiecej powiedziec, gdy byli tu zaledwie kilkanascie godzin, zas owe mury i wieze wznosily sie ku mrocznemu niebu, zanim przodek czlowieka zszedl z drzewa, nie przeczuwajac, z jaka potega przyjdzie mu sie spotkac...
Nieoczekiwanie przed trojka wedrowcow wyrosla gleboka niecka.Na dnie, polozonym okolo piecdziesieciu jardow w dol ziemia byla przeorana, brakowalo nawet owej topornej trawy, ktora zdarzalo im sie widziec po drodze.W zaspach bialego piasku zaorywal sie stwor podobny do slimaka pozbawionego muszli, pozbawiony odnozy, ogona czy futra.Poruszal sie rowniez jak slimak, zas z przodu widnialo cos , co przypominalo otwor gebowy czy tez jego slimaczy odpowiednik.Wielkoscia dorownywal samcowi netcha w kwiecie wieku.Obok lezaly obiekty przypominajace powyginane klody , ktore wszakze byly pozwijane , jakby przemozna sila kazala im zwinac sie i nie zlamac, zas inne wygladaly jak biale skrzynie, kamienie i odlamki desek, piaszczyste lachy byly pociemnale w niektorych miejscach.Dalej cos, co wygladalo na takiego samego slimaka, lecz wielkosci kozy, wijacego sie wokol... tak, to byla czaszka postrachu klanow-tylko biala jak snieg , bo wezowa skore zdarto...
straszliwe przypuszczenie nasunelo sie dwom ludziom.
-Czym jest to... zwierze-spytal Sadalvel- sluga Namiry?
Kunirai usmiechnela sie w sposob charakterystyczny dla swojej rasy- tak,ze prawie nie bylo widac usmiechu.
-Nie ten jest poteznym wrogiem, kto ma wiecej oreza, a ten, ktory wie wiecej o wrogu.Choc wiedziales, jak dotrzec na Pulit, nie wiesz o nim nic.Tej istoty nie stworzyla Namiry, choc to skojarzenie nasuwa Ci sie niczym blyskawica-sluzy nam swym miesem, a przy okazji jest na kim wyprobowac nowo wykuta klinge.Daedr jest coraz wiecej na Pulit, by samymi Ogrimami nasycic glod.te zwierzeta zywia sie roslinami, a daja doskonale mieso.Jak widzicie, dostaja tez lepsze jedzenie jedzenie.Oczywiście z obciętymi nogami, gdyż nie posiadając swoich , nie dogonią.Ogrim z obciętymi nogami i rękami- jak ten- tu wskazała na podobne do skrzyń kości- swoją krwią rozbudza apetyt u tego beznogiego drapieżcy, który po zlizaniu jej wgryza się i może zjeść całego - trawi nawet kości.To, co pokrywa biały piasek czarnym pyłem to już odchody Vermai.

Zaczęli obchodzić nieckę, i weszli na twardszy grunt, utwardzony nieprzyjazną aurą-tu Wasilij nie zdziwił się, gdy dostrzegł na równinie mnóstwo poruszających się zielonych punktów- za to Sadalvel również się nie zdziwił, lecz o ile Wasilij przestał się dziwić czemukolwiek, to Sadalvel rozpoznał w owych obiektach stada Postrachów Klanów.W skarbcach, cytadelach i bunkrach Telvanii spotykał ich najwyżej po trzy-góra cztery, aleten widok- obraz, na którym setki Daedr koczują pod gołym niebem, nie mógł go zaskoczyć.Przecież tego się tu spodziwał.Szli coraz dalej i coraz bliżej były stada monstrów- o jaszczurzych tułowiach, z głowami obramowanymi kołnierzami, pod którymi widać było wyraźnie oczy o spojrzeniu, jakiego nie posiadała żadna istota na Mundus, o pyskach w postaci kościanych dziobów.tylne łapy przypominały zwierzęce, ale przednie zakończone były szczypcami, a więc służącymi nie do galopu, lecz do zabijania... pojedyncze sztuki szły w stadach, stada w chmurach sięgającech po czerwony horyzont.pojedyncze sztuki szły w stadach, stada w chmurach sięgającech po czerwony horyzont.te, które nie wędrowały, stawały dęba i kręciły szaleńczo głowami, odganiały młodsze lub starsze osobniki czy wyszukiwały pożywienie w zagłębieniach gleby.
Jeden ze stworów wyszedł ze stada i ruszył biegiem ku idącym.
Następny poszedł w ślady jego kopyt.
W sekundę później liczba atakujących była tak duża, że nie dało się jej policzyć.Sadalvel w kilka sekund miał w dłoniach miecz i tarczę,Wasilij zaczął wyciągać szablę.Ale Kunirai nia zatrzymała się nawet i tylko powiedziała coś w swoim syczącym języku, co słysząc zwierzęta rozbiegły się-nie tylko atakujące, ale i wszystkie pasywne w promieniu około stu metrów.
-Jestem klientem Ullardallakhu, a one należą do niego, więc muszą go słuchać.To już nie te czasy, gdy służyły tylko Mehrunesowi Dagonowi.Ich pazury walczą dla nas, ich skóra i mięso też.
-Macie taką ilość tych zwierząt- powiedział Sadalvel, obejmując wzrokiem niezmierzone stada- czy musicie ich mięso zastępować tym czymś... -wskazał za siebie, w kierunku niecki, w której żyły tuczne ślimakostwory.
-Ogrom naszych spraw cię przerasta, homine-odrzekła Kunirai.Czy nie rozumiesz, ile sił potrzeba, by podbić planetę?ile,by ją utrzymać?Wykopać kopalnie i wznieść budowle?Planet jest wiele, Daedr do wykarmienia też.To, co widzisz, to kropla w morzu wody.Pod powierchnią planety stada beznogich Vermai liczą po pięćdziesiąt razy więcej jedno niż ta cała hołota.
Nieoczekiwanie wtrącił się Wasilij:
-Jaka jest rola centurionów?
-Nie ma roli-odpowiedziała telepatycznie Dadra, a Wasilij gwałcił wzrokiem jej boki ledwie skryte pod białą szatą.-Służy samemu sobi, nie ma pojęcia o klanach, zasadzie klienteli i służeniu.Atakują nawet swojego władcę, Mephala, a to, że jeden z nich założył gniazdo tu-nie jest niczym dziwnym.Od lat nikt nie odwiedzał tej równiny, a to, że co jakiś czas ginęly młokosy, skrzydlate mroki czy same Dremory-nikogo nie dziwiło.Może niektórzy podejrzewali istnienie tu czegoś takiego...Pajęcze Dadry są liczne w tej galaktyce, i pojawiały się okresowo w niektórych częsciach Pulit.Oczywiście Ularrdallaku walczył z nimi, lecz Postrachy Klanów ginęly setkami, nie zraniwszy nawet Centuriona.Gdy Centuriony atakowały stadami, w zwartym szyku, zginęło wiele Dremor i Atronachów -klientów Władcy, zanim je powstrzymano.Podobno dusze niektórych udało się schwytać w klejnoty, których strzegą Vermai samego Ularrdallaku...
W jasno-ciemnej poświacie zarysowało się coś jakby rozległe niczym miasto daedryczne sanktuarium, lecz w świetnym stanie, nie zrujnowane i błyszczące nowością.Dochodziły z niego rozmaite dźwięki, w których Wasilij rozpoznał między innymi głos Daedrotha, w którym usłyszeć można było zło tak ogromne, że nie do ogarnięcia ludzkim rozumem.
-Utajcie się tu-Złote Bóstwo wskazało monolit stojący przed pierwszymi zabudowaniami.Zaraz będziecie mieli przewodnika.
Kunirai stanęła przed słupem zakończonym rogami.O ile zabudowania Cyrrodiliańskie cechowała ubogość, ale i możliwa wygoda, zaś najmniejsza chata miast administrowanych przez Hlaalu była pałacem w porównaniu z domami osiedli Cyrrodilian w Pelagiad, to tutejsze budowle wyglądały na takie, które nie służa ani wygodzie, ani ozdobie.Nie wyglądały na domy, gdyż w ludzkim rozumieniu dom jest czymś, co chroni, jest przyjazne i bezpieczne.Te zabudowania, które Wasilij widział w Ranamus, i te , które oglądał teraz, emanowały nienawiścią, szaleństwem, brakiem charmonii i zagrożeniem.Wówczas Wasilij pojął to, co Sadalvel zrozumiał już dawno: że Daedry nie są ani wysoko rozwinięte pod żadny względem, ani uduchowione.Są gorsze od ludzi- którzy tworzą i kochają piękno, a nawet od wampirów z Vvardenfell i Cyrrodil, które wprawdzie nie potrafią budować pięknych budowli, lecz nie budują brzydkich i złych, by zakłócać nimi piękno świata.
Z rozmyślań wyrwał chłopca krzyk Kunirai; Złote Bóstwo zawołało coś rozkazująco, po czym skierowało się ku równinie, tak , by ktoś, kto do niej podejdzie, znalazł się między nią a dwoma ludźmi.
-Gdy wyjdzie, przystaw mu szablę do pleców-powiedzał Sadalvel, który rozumiał język Daedr.
Spomiędzy monumentalnych ścian wybiegł młokos.Dla Sadalvela nie był to więcej niż rutynowy widok, gdyż na Pastwiskach, Molag Mar , Molag Amur i w ruinach Dadrycznych zabił ogromną ilość młokosów, lecz Wasilij patrzył nań z wielkim zaciekawieniem, jak pędzi, wyginając się ku przodowi, jak rozwiewają się jego uszy.Poniważ Biegacz nie był zwykłym młokosem, lecz ważnym klientem Ularrdaku, opięty był pasem z czarnej skóry, z którego zwisał krasnoludzki buzdygan i stalowy sztylet.Kłaniając się w biegu, młokos podbiegł do Kunirai, i wtedy Wasilij wyskoczył zza kamienia, przystawiając młokosowi sztych szabli między łopatki.Za nim wybiegł Sadalvel z srebrną rzutką w dłoni, mówiąc:
-Shadru onni rirannatta!*

*Cicho, bo srebrem dźgnę!



Zabierz mu pas z bronią- powiedział do Wasilija.
Mimo wstrętnej powierzchowności Biegacza dla Wasilija wtrętna była myśl o rabunku.
-Nie jestem grabieżcą.On się nas boi , a po nóż ani buzdygan nie sięgnie.Czy uważasz, że nie będzie dla jego podkomendnych podejrzane, jeśli zobaczą swojego dowódcę bez oznak władzy?
-A wiesz jak głupie są młokosy?Dla nich to wszystko jedno.tyle, że wyczują w nas to,co trzeba i przerobią na konserwy.Na Vvardenfell i w lasach Cyrrodil napotkałem nie raz i po sto tych szczurów, ale nie mogły przebić się przez mój pancerz.Tu są na swoim terenieZabierz mu ten pas, bo może nam zrobić niespodziankę.
Wasilij wsadził płasko ostrze szabli między pas a skórę Biegacza, i ostrożnie, tak, by nie zranić go, przeciął.Sadalvel chwycił pas, owinął nim buzdygan i wrzucił do niewielkiej torby u pasa, której wielkość wskazywała, że może pomieścić najwyżej kilogram ziaren, niemniej broń zniknęła w środku, nie pozostawiając swoich konturów .Sztylet dał Wasilijowi, po czym powiedział coś znów do Biegacza i ten ruszył przed siebie w kierunku północym, okrążając zabudowania.Przeszli kilkadziesiąt metrów wzdłuż muru, aż natrafili na dwa młokosy uzbrojone w halabardy o ostrzach z podłego żelaza, stojące na warcie przed czymś, co przypominało nieforemną, prymitywną płaskorzeźbę, wklęsłą i wypukłą jednocześnie, tępo patrzącą w dal niczym oko ślepca.Kunirai zrobiła krok do przodu, dobywając miecza, dwoma błyskawicznymi ciosami z łokcia rozchlastała wdłuż obu żołdaków.Jeden zdołał wydać tylko krzyk,który zaraz zdusiła śmierć.
z ciężką klingą ociekającą jeszcze białawymi płynami ustrojowymi Złote bóstwo zwróciło się do Biegacza w ich języku, dwa, najwyżej dwa i pół słowa, na pewno"podaj hasło" bo Biegacz podszedł do dziwnej rzeźby i zaczął gmerać przy niej gałązkowatymi palcami.Wówczas płaskorzeźba wsunęła się w prawą ścianę z jednostajnym chrobotem,odsłaniając korytarz wygądający jak wnętrze leżącego prostopadłościanu, lecz zdeformowane i opadające kilkoma stopniami w dół zaraz za wejściem.Żółte, jakby niszczące światło.
Za najniższym stopniem, gdzie podłoga była już równa, kłębiła się chmura młokosów, najeżonych włoczniami o grotach z czarnego kamienia, było ich poad dwudziestu,większość nosiła kolczugi i błyskawicznie zareagowała, widząc dwóch homines.Z rykiem rzucili się na nich tak szybko, jak im na to pozwalała budowa ciała.
Wasilij dziwnie nie odczuwał lęku, patrząc na tłum wrogów atakujący go.Z radością i ulgą zarejestrował,że Kunirai i Sadalvel ruszają im naprzeciw, dobywając mieczy.Sadalvel przebił pchnięciem Biegacza i wtedy Wasilij skoczył za nim, w biegu ujmując dreughową tarczę, gdy straszliwy ryk z tyłu kazał mu się odwrócić.Drzwi były już zamknięte, lecz z lewej strony korytarza ciemniało coś o wyglądzie niszy, tylko zdeformowanej na sposób daedryczny.Z niej zsunął się i uderzył z tąpnięciem o podłogę Daedroth.
Wypiąwszy brzuch zabełkotał jakieś pytanie w swoim języku, kierując je do Wasilija,po czym uderzył łapą, mającą w sobie coś z robaka i ludzkiej ręki, Wasilij zrobił unik w bok(podpatrzył ten manewr u ćwiczących walkę na miecze feudałów-mówili,że to zastępuje blokadę ciosu mieczem)lecz Daedroth nie był głupi i uderzył go drugą łapą w tarczę.Dreughowa żywica wytrzymała uderzenie, lecz łokieć chłopca został poddany kontuzji, niewielkiej,na tyle jednak dużej, że nie mógł odparować następnych ciosów.Stwór chwycił go za ręce i pochylił długi pysk, wyciągając podobny dwemerowej rurce język ku twarzy Wasilij, który , mając ręce w miażdżącym uścisku łap Daedrotha, nie mógł mu przeciwdziałać.Czując, że Daedra chce zrobić mu coś złego, kopnął go tam, gdzie niby-majtki skrywały narząd.stwór ryknął mu coś w twarz i zaczął kopać po nogach.Wasilij czuł to, jakby stalowy młot spadał mu na łydki.Chitynowe buty pękły pod tak straszliwymi ciosami.Język Daedry wydłużał się wciąż ,wysunął się tak że przeszedł obok szyi Wasilija i zaczął ją oplątywać.wilgotna twardość , która jeszcze nie ściskała, była tym, czego chłopiec nie mógł wytrzymać, podobnie jak spojrzenia czerwonych oczu.
spojrzenie to stało się momentanie jeszcze bardziej wściekłe, a pysk zabrzmiał rykiem, trzymając jednocześnie szyję Wasilija, i wówczas uścisk języka momentalnie wzrósł i w następnej sekundzie rozluźnił się całkowicie, zaś olbrzymi ciężar Dadrotha zwalił się na chłopca.Tracąc przytomność Wasilij dostrzegł gdzieś twarz Kunirai pędzącej ku niemu i drzewce sterczące na sztorc nad Daedrothem...
 
 
 
Missun
Administrator

Pomógł: 3 razy
Dołączył: 01 Lis 2007
Posty: 178
Skąd: Chata Missuna Akina
Wysłany: 2008-01-24, 12:04   

...błądząc w ciemnościach odczuł nagle , że olbrzymi ciężar unosi się gdzieś, a jasne światło rozbłyska nad nim i wówczas wraca mu poczucie... życia.
Wstał , gotowy stawić czoła wrogom, lecz okazało się, że Daedroth leży z włocznią młokosa w miejscu, gdzie powinien mieć serce.
-To przełożony Biegacza-usłyszał wokół słowa Kunirai.Jakaż musiała być silna, by z takiej odległości rzucić włócznią, a potem unieść cielsko stwora...
w głębi korytarza Sadalvel ścigał kilka ocalałych młokosów.wasilij wiedział, że to Kunirai, Złote Bóstwo przywróciło go do życia...
I wówczas- patrząc na zabitego Daedrotha i przypominając sobie, co chciał mu uczynić, zapłonął nienawiścią do Daedr.


No, nareszcie!-charknął Unud Hy, widząc grupkę młokosów niosących na kiju niewielką Daedrę Użytkową.-A Ogrim obdarty ze skóry?Zgłodniałem po pobycie w głębi.Ten j.... Sadalvel zabił mnie trzeci raz.Najpierw było pod Upiorną Bramą, potem udało mi się wrócić...
Młokosy puściły mimo uszu przechwałki Daedrotha :PP i zanieśli wielkiego ślimaka do kuchni.Wkrtce zniknęli ze węgłem i Unud Hy został sam.Za karę, że dał się zabić, został po powrocie z piekła mianowany portierem na dziewiętnaście daedrycznych miesięcy.Próżno tłumaczył, że zabił go Wielki Sadalvel, ten, któremu udało się wykraść Laskę Czarodzieja z Ramimilk.Ale będąć wiecznym nie denerwowało go to-najwyżej zabije samego Ullarrdallaku, gdyż nie był jego klientem i nie łączyły go związki lenne z Rządcą Pulit.Stanął przy drzwiach,wyczuwając czyjąś obecność.Ktoś, kto nie był Daedrą, nadchodził do wrót Twierdzy.Zaraz wyczuł też obecność silnie umagicznionej Daedry, lecz zanim zdązył zareagować, owa Daedra otworzyła drzwi do zewnątrz i oczom Unuda ukazała się Kunirai trzymająca dłoń na ramieniu Wasilija, a także... Sadalvel, który kilka razy posłał go do Księżycowej Głębi.Nim Unud Hy zdążył się zdenerwować, ręka Sadalvela, który był blisko- na tyle blisko, by Dadroth nie miał wątpliwości-wystrzeliła do przodu z kawałkiem ostro ułamanej dreughowej laski, który w ułamku sekundy znalazł miejsce w Sercu Daedry.Unud Hy zdążył tylko pomyśleć, że wstyd będzie mu się pokazać potem na Pulit...
Sadalvel półobrotem uniknął uderzenia cielska Daedry, padającej w przód, i ochlapania zieloną krwią, tryskającej z otworu, który zrobił odłamek laski.Małe, okrutne oczka zgasły.
Przed trzema dywersantami otwierał się szeroki korytarz, sięgający tak daleko, że nie mogli dojrzeć końca, od którego odchodziły boczne, zaś pod czerwonobrunatnymi ścianami leżały różnych kształtów i rozmiarów przedmioty, których przeznaczenia dwaj ludzie mogli się jedynie domyślać.
-drimavatuk'wrmontki?-spytał Sadalvel Kunirai, lecz ona odpowiedziała po ludzku-nadal prawie nie poruszając ustami- Pytasz mnie, którędy mamy iśc teraz.Ja Ci odpowiem, że nie powinniśmy mieć sekretów przed twoim przyjacielem, który nie zna mojej mowy.
-od kiedy tu jestem zacząłem przyjmować wasze zwyczaje-żachnął się Sadalvel.-Ciekawi mnie, jakim sposobem poznałaś nasz język?Byłaś kiedyś na Mundus?
-Czy tylko wasza planeta istnieje w świecie?Nie, nie byłam na waszej ziemi.Pytasz, czemu mówię w waszym języku?A czy znasz potęgę Daedr?Po usłyszeniu kilku słów, które powiedziałeś do twego przyjaciela, znałam wasz język.Pytając, skąd go znam, rozumujesz w pojęciach homines.A tym samym porównujesz swój umysł z moim.Wyrządzasz mi tym krzywdę.
-Nie szukam pretekstu, by cię zaatakować-warknął Sadalvel.-ale gubiłem się w domysłach, czemu mówisz w naszym języku.sądziłem, że wiem o was wszystko.Okazało się, że niewiele więcej niż żebrak z dzielnicy nędzarzy w Cesarskim Mieście.gdzie się teraz udamy?
-Do najgłębszego poziomu, tam, gdzie są składy i więzienie-gdzie mieści się Nowy Kontener, w którym ukryte są skarby zamknięte przed oczami mieszkańców Pulit, oraz więźniowie, których nawet klientom Ullarrdallaku nie wolno oglądać.
Zaprowadziła Sadalvela i Wasilija do czegoś, co wyglądało jak pękata kolumna z daedrycznego kamienia z otworem z jednej strony.Kunirai włożyła rękę w ów otwór, wchodzący skośnie w głąb kolumny, która sięgała jej do pasa, a Wasilijowi do brzucha.Gdy żółta ręka Daedry zniknęła po łokieć w zagłębieniu, rozległ się gdzieś blisko dźwięk jakby uderzenia młota w stal i zabłysło małe czerwone światło.Coś żóltego ogarnęło cała trójkę i po chwili Sadalvel i Wasilij poczuli, że stało się z nimi coś nienaturalnego: zostali rzuceni na odległość, znaleźli się w ciasnym kącie, ślepym z tyłu i otwartym na duże pomieszczenie z przodu.Naad głowami wisiało coś na kształt schodów.
-Przeniesienie?-spytał Wasilij chcąc się popisać.
-Nie, mój piękny-odpowiedziała Złote Bóstwo.Coś zupełnie prostszego i skuteczniejszego.
wasilij był bardzo młody i obleśny, i poczuł się dobrze, gdy Kunirai mówiła do niego w ten sposób.Strząsnął z siebie urzeczenie i rozejrzał się.Przestrzeń uwięziona w ścianach przypominała tą, którą widzieli w przedsionku, gdzie Sadalvel zabił Unud Hy, ale była bardziej nieludzka:tu straszliwe wieże z żółtego ebonu wznosiły się na wysokość zbyt odległą dla ich oczu, a wokół otaczały ich budowle wzniesione tak, by nie miały w sobie ani trochę harmonii, tak by przyciągały tych, którzy nie mają w sobie wrażliwości, a odpędzały dostrzegających piękno.
Na razie nawet Wasilij nie przestraszył się owych gmachów, gdyż znajdował się tu po raz pierwszy.Sadalvel, który zwiedził wszystkie ruiny Daedr na Morrowind i Vvardenfell(to możliwe, wystarzy trochę czasu), od razu wyczuł zagrożenie.Gdy wyszli z wnęki, wyraźnie wyczuł obecność Zła.gdy posuwali się w głąb sali za ich niepewną przewodniczką, jego czuły słuch wyczuł coś jakby tąpnięcie."pewnie atronach załatwił się po przerwie obiadowej"-pomyślał.
-Tędy-powiedziała Kunirai, skierowując się ku wnęce w kształcie kowadła.Wasilij, idąc z jej lewej strony, obejrzał się instynktownie w stronę jednej z ebonowych budowli i zatrzymał wzrok na czymś, co było białoróżową, rozmazaną bryłą z oczami i czymś , co przypominało nos i usta, a nadawało owej twarzy wyraz nieopisanego przygnębienia.
-Wy z trzeciej zmiany?-pytanie padło tonem pozbawionym jakiegokolwiek zainteresowania.
Nim Wasilij, a nawet Kunirai zdążyli zareagować, coś błysnęło nad ręką bóstwa czule obejmującą Wasilija, i srebrzysta eksplozja wstrząsnęła istotą.Z czoła wystawała jej skórzana rękojęść srebrnej rzutki, wykonująca ruchy skoorynowane z cyrkulacją głowy atronacha burz..A następnie zza stakera wychynęła cała jego postać, humanoid zbudowany z wyładowań elektrycznych.Ledwie zaczął wznosić ręce do zaklęcia, Wasilij dobył szabli i jednym krokoiem skróciwszy dystans, ciął w szeroką pierś stwora z największą siłą, jaką mógł z siebie wykrzesać.Zakrzywione ostrze ledwie weszło między grudki prądu na powierzchni, i chłopiec poczuł, że... coś wykręca mu rękojęść z dłoni z siłą dużo większą, niż-zdawać by się mogło-dysponuje kłąb wyładowań elektrycznych.A może właśnie dlatego?w Morrowind już wówczas prądu nie znano.Wasilij podniósł szablę, chcąc uwolnić ją od przyciągania, i wówczas atronach ponownie wzniósł ramiona-tym razem do uderzenia.Ale Kunirai była szybsza.Świsnął miecz i ebonowe ostrze rozchlastało atronacha, wchodząc między szyję a ramię, i głębokością sięgając głęboko w tułów, który został rozchlastany na pół.Atronach runął na podłogę z masy nijakiego koloru, uderzając głucho.Jego kryształki elektryczności były już martwe.
-Atronach burz?-spytał Wasilij dwójkę przyjaciół.
-Vermai energii elektrycznej-powiedziała Kunirai twierdzącym tonem .-w dodatku klient Ularrdallaku, jak ja.
Kilka szybkich tąpnięć , oddalonych, l przybliżających się.
Zza węgła z tyłu.
Ogrim.
Wasilij widział tę Daedrę pierwszy raz, i zrobiła na nim lodowate wrażenie:ogromna, zielona masa, o zielonej skórze w postaci łusek, z ginekomastią połączoną z kolczykiem w jednym z sutków.Brzuch był wydatny, cała postać emanowała dziką siłą, zaś nieforemna głowa tępotą:mała, z niskim czołem i kostnymi rogami.Twarz ukazywała dzikie zadowolenie.Otworzywszy wielki pysk wypełniony czerwonym językiem ogrim zaczął stawiać ciężkie kroki ku włamywaczom, nie wydając przy tym żadnego dźwięku z szeroko otwartego pysku.
Sadalvel wyszedł ku niemu, miecz zabłysł złociście i wnikł do połowy w pierś Ogrima.
-Przebiłeś Serce Daedry-powiedziała Kunirai.-Droga do Konteneru stoi przed tobą otworem, synu Mundus.

Ogrim gwaltownie opadł na wznak, uwalniając miecz Sadalvela.Ogromne, płaskie stopy sterczały niczym tarcze na metr w górę, żółta krew zalewała podłogę.Wasilijowi ten widok przypominał coś i może miał inne mundury przed oczami.
Patrzył na soki ogrima płynące z tub i niespodziewanie poczuł dłoń Kunirai zaciskającą się wokół jego przegubu.Daedra wyciągnęła go do hali.
Czekał ich ostatni skok.Weszli do wnęki.
-Teraz ujrzymy naszych ludzi?Spytał Sadalvel, trzymając miecz głownią ku dołowi, by krew Ogrima ściekła.
-Dotrzymam wam słowa-odpowiedziała Kunirai-a wy w zamian zabijecie Subduna.Taka była umowa.
-Dotrzymam wam słowa-odpowiedziała Kunirai-a wy w zamian zabijecie Subduna.Taka była umowa.
-Umowa trwa nadal-powiedział Wasilij-i ani my, ani ty nie złamaliśmy jej.
-I nie wypełniliśmy-dodał Sadalvel.
-Oto moja część- powiedziała Kunirai, wskazując przed siebie.
Weszli do lokacji o rozmiarach niespotykanych wówczas na Mundus, zastawionej dwemerowymi zbrojami umieszczonymi na wieszakach.Były ich dziesiątki tysięcy.Wasilij ze zdziwieniem patrzył nametal koloru złota, lecz twardości martenowskiej stali .Zbroje były kompletne, żadn nie miała brakującej części, każda była uzupełniona okrągłą tarczą z tego samego stopu, stąd tarcze te były dla ludzi ciężkie.Bowiem ludzki ród nie potrafił ani wyprodukować kruszcu Dwemerów, ani osiągnąć ich siły.Wasilij w biegu mógł tylko pobieżnie podziwiać dokładność spojeń, zadziwiającą konstrukcję hełmów, ktore nie były przeznaczone dla ludzkich głów.
Następną ekspozycję zobaczył również pobierznie,gdy szli obok niej za swoją przewodniczką; stały tu w kozłach i na stojakach elementy zaczepnego uzbrojenia krzatów: krótkie, ostre, ciężkie miecze, z łatwością przebijające każdą ludzką kolczugę, i te długie, których można było używać z racji wagi tylko dwoma dłońmi, zdolne rozchlastać Vermai na pół, buzdygany-ciężkie, lecz przeznaczone dla jednej kończyny, o tajemniczej konstrukcji, pozwalającej łamać zbroje płytowe, ogromne młoty, zdolne do skruszenia granitowego głazu bez otrzymania szczerby, w dłoniach silnego człowieka stanowiące broń o niszczącej sile uderzenia, lekkie jednoręczne toporki szerzące spustoszenie na małą odległość, i wielkie berdysze, którymi można rozchlastać wszystko, stąd stanowiące ekwipaż daedrycznych książąt, długie halabardy i włócznie, kusze składające się z czterech tuzinów części, odporne na uderzenia mieczy i toporów, o zasięgu i precyzji strzału przekraczającej argoński łuk.
Szli wolno, ale Wasilij nie pozwolił sobie na dotknięcie tych wspaniałości.Przeszli coraz szybciej przez wielki korytarz , mieszczący z kolei broń i zbroje orków, następne były zawalone pryzmami uzbrojenia ludzkiego różnych rodzajów-samych żelaznych sztyletów całe kontenery, zaś z drugiej strony-liczne dwemerowe wykrywacze , słupy kół zębatych i klatki pełne inych artefaktów, centurionów i beczek.Beczki owe, zawierały-co było widać w niektórych, bo były otwarte- tony rudy szkła i ebonu, także tyle kamieni szlachetnych wielu gatunków, obok leżały pozwijane skóry daedr, a olbrzymia rura obchodząca cały sufit tłoczyła sole mroku.
Kunirai ukazała bramę z czerwonego metalu.
-Tego tu szukaliście-powiedziała, starając się poruszać ustami.
Wasilij czuł strach obejmujący go chropowtymi łapami, i nawet widok Sadalvela unoszącego miecz nie uspokoił go.Kunirai wykonała dłońmi ruch niemożliwy do powtórzenia przez ludzkie kończyny i wrota otwarły się, ukazując pomieszczenie zalane żółtym światłem,które niczym kły atronacha poraziło obu ludzi.Wasilij nie myślał już, co się stało i czemu się tu znaleźli, potworność obiektu wysysała z niego wszelki rozsądek.Kunirai wkroczyła w niewielkie drzwi,i Wasilij, zmuszając się do stawienia czoła nieznanemu, wszedł za nią.Ujrzał coś na kształt mieszkania na poły ludzkiego, lecz o sprzętach karykaturalnie wyszydzających rodzaj ludzki.Wejście było obramione czaszkami Elfów, ludzi , Khaiitów i Argonian.Wąska postać Kunirai w swej zwiewnej szacie sprawiała tu wrażenie słabej i martwej.
Zza czegoś, co przypominało stalowy bunkier, wyszedł Pajęczy Centurion o ludzkim tułowiu osadzonym pionowo na pajęczych nogach.Widać nie był to sługa , jakiego spotkali w daedrycznym lesie.
-Ocot az kaduc?-spytał .Na jego głos z sufitu zeskoczył Postrach Klanów, a z wnęki w podłodze wyszła Dremora.
Wasilij poznał w krótkim okresie czasu, jaki upłynąl, od kiedy opuścił transport robotników,mnóstwo tajemnic Daedr.Ale to, co zobaczył teraz, poraziło go jeszcze bardziej niż wszystko, co przeżył dotąd.Ogromna, czarna postać zbudowana na kształt ludzki, lecz z mięśniami z czarnego metalu, patrzyła na niego z góry wzrokiem, który roztopiłby tundrę i zamroził lawę.Zza pasa wystawała rękojęść krótkiego toporka.
-yw ywruk!-krzyknęła Kunirai, zbierając pranę.Dremora łapała już za topór, ale nim ujęłą rękojęść, pocisk Złotego Bóstwa rozchlastał ją.Pradawny Zwierz, przed którym drżeli Ludzie pierwotni, skoczył w ataku
, lecz pióro szabli Wasilija zdmuchnęło mu głowę, która spadła obok, zaś tułów legł u stóp chłopca.Wasilij był drobny i nie potrafił walczyć, ale po ścięciu Postrachu czuł, że może zrobić wszystko.Kunirai zaatakowała Centuriona mieczem, ten bronił się daedryczną maczugą , której kształt wyrażał niezmierne cierpienie.Odbił kilka ciosów z łokcia, które Złote Bóstwo wyprowadziło jeszcze spokojnie, co dało czas Sadalvelowi, by skoczyć mu za plecy.Nim jednak zdązył zadać jakiś cios, rozległ się dźwięk, jaki wydaje brud wciągany w odkurzacz, i na wojownika chlusnęła sieć z tylnych gruczołów Centuriona.Sadalvel zbyt wiele stoczył walk, by dać się trafić, po zrobieniu uniku ściął głowę centuriona, gdy jeszcze płynna sieć uderzyła w ścianę.
-Nawet łatwo-skomentował Wasilij, by zatuszować swój strach.
-Teraz na schody-powiedziała Kunirai.
Za blaszanym bunkrem wznosiły się białe schody w górę.Szły prosto i stromo-kręte schody w wieżach to wynalazek ludzi.
Na końcu były drzwi z daedrycznego kamienia.Po wczytaniu obszaru oczom ludzi ukazała się zgniła prycza i dwie ludzkie postacie zakute w Karwasze Niewolnika, siedzące pod kratą.
-Epimatreus!Damaskinos!Urenis utsenni!-powitał ich Sadalvel.


-Sadalvel!to straszne!Te Daedry potrafią tworzyć halucynacje!-krzyknął młodszy z mędrców, szarpiąc brunatną brodę.
Sadalvel podszedł do niego i niespodziewanym cięciem rozbił karwasz na łokciu więźnia.
-Chwała Vivekowi!-powiedział.Damaskinosie, czy Daedra by chwaliła Viveka?
-Czy człowiek pojawiłby się na Pulit, ziemi leżącej po drugiej stronie Obłoku Oorta?
Sadalvel rozchlastał brzemię drugiego więźnia, który nawet nie podniósł wzroku.Był siwy.Sadalvel zapewne znał go, Epimetreusa, i wiedział,że osiwiał kilka lat temu-ale Wasilij obawiał się ,że była to robota Daedr.
Sadalvel musiał przedstawić niezbite dowody, by dwaj mędrcy uwierzyli mu, że jest prawdziwy i przybył ich uwolnić.Gdy schodzili po schodach, odezwał się do Kunirai:
-Zaprowadź nas do Subduna.jaką bronią dysponuje?
-Jest Dremorą z Księżycowej Głebi.
-Aha.Najzwyklejsza Dremora.Daleko stąd?
-Po drugiej stronie muru.Za Białą Zaporą.

Biała Zapora okazała się ścianą półkilometrowej grubości oddzielającą Kontener od rezydencji Subduna.Kunirai poprowadziła czwórkę ludzi poprzez górne spojenie muru.
Po odsunięciu drzwi, jakie swykle spotyka się w daedrycznych ruinach, znaleźli się w miejscu przypominającym zwykłe daedryczne sanktuarium.
Na podstumencie, gdzie zwykle stoi posąg, siedział stwór,jakiego jeszcze nie spotkali: o tułowiu przypominającym tułów poteżnie umięśnionego człowieka, o pylonach nóg i mocarnych rękach zakończonych szczypcami.Najgorsza była jednak głowa:podbna do głowy szkieletu z olbrzymim zakrzywionym dziobem zamiast szczęk i nosa, z czerwonymi oczami niewzwykłej wielkości.Zza pleców wystawały ciemne skrzydła podobne do motylich, a mające w sobie coś z pterodaktyla.
_________________
  
 
 
 
Missun
Administrator

Pomógł: 3 razy
Dołączył: 01 Lis 2007
Posty: 178
Skąd: Chata Missuna Akina
Wysłany: 2008-01-24, 12:05   

Witajcie w moim przybytku-powiedział dźwięcznym ludzkim głosem.-Jestem Subdun.Ani wy, ani Daedry nie macie pojęcia o świecie, którego jestem mieszkańcem.Za to ja mam pojęcie o was.Jak myślisz, Kunirai,kto wyssał krew i wnętrzności z Omunni?Był taką słodką Daedrą.Nie, nie zrobił tego Pajęczy Centurion.To ja.
Wasiliju Iwanowiczu, jak myślisz, czemu patriarcha nie pozwolił ci uczyć się architektury?Bo zostawszy architektem zbudowałbyś największą cerkiew w Moskowii i umocnił Atona w swoim kraju.Wybacz, nie leży to w moim interesie.Tak, dobrze się domyślasz.Nie należysz do tego świata.Ludzie widzą w tobie odmieńca i brzydzą się tobą.Świat, do którego należałeś, przeminął już dawno, a grobowiec, chroniący Twą mumię dawno pokrył piasek.Pamiętasz sen, w którym spotkałeś swą ukochaną?Tam, gdzie się spotkaliście, dziś rozkłada się targ wyznawców Ussurapisa.Ozyrys, Apis, Sarapis... cóż... tak, oni już umarli, jak ty, którego ciało leży w kamiennej krypcie, otoczone gotowymi na twoje skinienie uszebti.W Cyrrodil nazywają takich jak ty otherkin, w Kobelewie używają słowa Isteri.Przecież znasz Kobelewski i wiesz co to znaczy.
Sadalvel, Epimetreus, Damaskinos, a najbardziej Kunirai patrzyli w osłupieniu na Subduna i na chłopca w smoczym cesarskim hełmie, który wpatrywał się w potwora roziskrzonym wzrokiem.
Wszyscy poczuli się oszukani.
Nagle Wasilij upadł naprzód w przedziwny sposób:przeleciał kilka kroków w powietrzu, by upaść do stóp Subduna.Ten mówił dalej do chłopca, który z trudem się podnosił:
-Pierieszyni ariszti dachte.. dorszt wromia gomina... urazimat' lav!Nog riet- te wriemie gole.Alemu sadur'.Ti nesasermien dorsa, imu spilar i ratich!
-(Tak, kupiłeś szablę za pieniądze zarobione w pracy przekraczającej Twoją wytrzymałośc, jesteś wątły ponad ludzkie pojmowanie, gdyż dusza, która zalęgła się w tym nędznym ciele, wysysa zeń wszystko.Nie potrafisz unieść miecza, który przekracza wagą półtora kilograma, a wyzywałeś wielkich wojowników...wiem wszystko.
Teraz wróciłeś do mnie dzięki temu, że porwałem tych dwóch ludzi, dzięki przepowiedni Rakka-Mei i dzięki Kunirai... i teraz jesteś tu.Dzięki mnie otrzymasz z powrotem swoje królestwo i dawne ciało, piękne i silne.W końcu byłeś faraonem, dzięki mnie będziesz nim z powrotem. )
Wasilij stanął prosto, słuchając w napięciu słów wypowiadanych w jego języku, przekazywanych wprost do jego głowy...i odruchowo odpowiedział w nim:
-Varinti kurczipa tospa?Zacziede vobietsja?*
*"Jeśli mówisz szczerze, czemu drży ci głos?"
W jego dłoni zapaliła się błyskawica- to był sztylet zabrany Biegaczowi.Nim Subdun zdążył zareagować, druga dłoń chłopca miotnęła w jego twarz garnek z sujammą.Przed stworem gliniane naczynie rozprysło się wraz z trunkiem , jaakby natrafiwszy na niewidzialną ścianę, a nim odłamki i krople opadły w obie strony, Wasilij skoczył na Subduna i dźgnął go w brzuch nożem.Demon uniknął ciosu półobrotem i uderzył Wasilija jednym ze szponów w plecy.Chłopak padł do jego stóp.
Jeśli Subdun nawet chciał coś zrobić z nim dalej, nie mógł.Srebrzysty deszcz spadł nań z niewidzialnej chmury, i krople pokryły jego tułów, skrzydła, członki i szyję.Odwrócił się.
Sadalvel rzucił dwie ostatnie srebrne rzutki w dziób stworu, Kunirai była już przy nim z maczugą, lecz Subdun zaskoczył ją , przelatując z łopotem skrzydeł wprost na trójkę ludzi.Sadalvel wyciągnął kawałek jakiejś szmaty z akavirskiego płótna, wypowiedziawszy zklęcie wypisane na niej wzniósł się w powietrze, dobywając miecza.Złożył się do ciosu w tak niezwykłej pozycji, lecz zrobił to tak sprawnie, że widać było, że nie pierwszy raz sobie radzi.Subdun zawisł przed nim, zamachnął się łapami, Sadalvel zamierzał zadać potężny cios...
-Stój Sadalvel!Rzuć miecz!-rozległ się głos z dołu.Sadalvel zdziwił się, gdyż należał on do Epimetreusa.Nie zwracając już uwagi na Subduna spojrzał w dół.
Damaskinos stał wyprostowany z szklanym sztyletem w dłoni, cała posturą przedstawiając się jako pana sytuacji.Obok stała Kunirai, jakby czatując na kogoś- lecz Sadalvel poznał po nienaturalnym skurczu jej mięśni i wzniesionym mieczu, że jest sparaliżowana.Stojący obok Epimetreus miażdżył jej piersi w dłoniach.
-Ten paraliż trwa dobre parę minut, Sadalvel-krzynął Damaskinos.-Przez ten czas ona zginie parę razy, a może i więcej!
Sadalvel w swoim życiu zabił tysiące Złotych Bóstw.Ale to Bóstwo im pomogło.A jej pomógł Wasilij.
Wasilij.Jak mu spojrzy w oczy, jeśli dopuści do tego, by zabili tę istotę, którą uratował?
-Podetnij jej gardło.Pomożesz mi tylko.-powiedział głośno i dobitnie.-Najlepiej tym-rzucił zdrajcy swoje daedryczne vakizachi.
Epimetreus złapał nóż, odrywając jedną z dłoni od biustu Kunirai.
-Póki co, zabawimy się.Muszę sobie pomóc-powiedział.-Oddaj miecz, bo zabijemy twojego przyjaciela- przypomniał sobie.
Wyładowania Kwiecia Burzy wybuchły , objęły go.Zaskoczony mag nie był w stanie się bronić przed tym słabym atakiem ze strony vakizachi i padł martwy do stóp Złotego Bóstwa, krwawiąc z całego ciała.
Sadalvel leciał już na dół, Damaskinos rzucił się do ucieczki tyłem, całą siłą woli przywołując potężniejszego truposza.Prana zaczęła się wypełniać, gdy między jej pyłem spostrzegł sierpowato wygięte ostrze,ociekające jego własną krwią.
Wasilij wyjął szablę z padającego ciała maga.Sadalvel już tego nie widział.Stanął twarzą w twarz z Subdunem.Jednym cięciem odchlastał ramię ze szczypcami, i błyskawicznie zagłębił sztych w umięsnionej piersi stworu.
Ten, z zastygłymi skrzydłami, opadł na przeciwległą ścianę, dymiąc z ran, i zniknął w granicie.
***
-Obudź się , dziecko- mruknął Sadalvel, wylewając miksturę wyleczenia z paralizu na głowę Złotego Bóstwa.
Kunirai wróciła do normalnej pozycji.
-Zabierz nas stąd.
-A oni?Spytała, wskazując na dwóch zabitych mędrców.
-Tu ich miejsce-odpowiedział Sadalvel.-Ale nie chcę, by twoi ziomkowie zaczęli grzebać w ich zwłokach.Weź zapalniczkę na sole ogniste i spalimy ich w lesie.
***
-Hohoho, a to dobre!-rżał Caius Cosades na całą salę.Strażnicy , pilnujący porządku w hali cesarskiej, nie zareagowali-wiedzieli,że ten starzec ma zbyt szerokie plecy, pozwalające zakłócać Pp.
-Hihihihihi!-syczała Rakka-Mei-gdy wykluły się, nie miałam na nic czasu.W dodatku Mała Fala wciąż psoci, chyba wdał się w ojca!Nie mogę nawet na chwilę zostawić Włóczni Sheogorata...
-Mówisz, że Wasilij Tuchmanov został księciem ?-spytał Caius Sadalvela.
-Tak, od kiedy Subdun próbował go przekabacić, zmienił się na lepsze.Jego armia, zbrojna w niemal stu procentach w zaostrzone bambusy, rozbiła w trzech bitwach jedenastokroć liczniejszą armię Nursułtana!
-I dobrze, całe Cesarstwo miało go dość.Aha, dobra wiadomość dla ciebie, gadzino-Caius zwrócił się do Nerevarki- twój Syn, Cichy Wietrzyk, został porucznikiem dragonów.Sam komendant ekspedycji uścisnął mu rękę.
-O ekspedycji opowiesz, gdy wrócę.Coś ten zębacz ala Skyrim na mnie podziałał nie tak jak trzeba.
Powietrze Cyrrodil doskonale działało na skołatane nerwy Sadalvela.Idąc między białymi ścianami a sufitem z namorzynów czuł się tytanem zdolnym poruszyć świat.
Idąc do wygódki nie zwrócił nawet w rozmarzeniu uwagi na wychodzącego z niej Adondasi Arethi, syna Edryno Arethi.Ten nonszalancki młody Dunmer odebrał dyplom i stypendium na Cesarskim Uniwersytecie i podbił serca dziewcząt wszystkich ras w mieście.
Szedł obok Sadalvela, chcąc go wyminąć, i wówczas jego dłonie poruszyły się dziwnie znajomo.
Sadalvel stanął w pół kroku, obezwładniony paraliżem.Adondasi wyciągnął daedryczny krótki miecz.
-Pozdrowienia od Subduna, zbóju-powiedział.
-On... nie... żyje... wycharczał Sadalvel, tak , jak to robią zwykle sparaliżowani.
-Żyje i ma się dobrze-zaśmiał się Mroczny Elf-a my, jego słudzy, jesteśmy wszędzie.
Zadał cios.
-To i w Hlaalu macie swoich?-spytał Sadalvel, wstydząc się, że jego ostatnie słowa będą takie głupie.
Nóz przeciął szatę Sadalvela i gwałtownie zastygł.Sadalvel usłyszał świst, potem stuk i chlapnięcie gorącej cieczy.
Z czoła elfa wystawała kościana dunmerska strzała.Arethi padł na wznak.Wraz z jego śmiercią ustąpił paraliż.
Ktoś cicho zeskoczył z muru i podszedł do Sadalvela.Stary wojownik odwrócił się i z tym widokiem wróciła mu nadzieja: z szarą skórą, zieloną szatą i khajickim łukiem w dłoni.Missun Akin.
-Missun, stary byku!Pamiętasz Falasmaryon?już tam nie mieszkasz?
-Teściowa jest gorsza niż ci spaczeni, których wybiliśmy, gdy Rakka-Mei wypełniała zadania w Koroguhn.A to dla ciebie.
Rzucił pod nogi Sadalvela czaszkę z ogromnym dziobem i przepastnymi oczodołami.

Posłowie od wydawcy(broń Boże nie czytać przed przeczytaniem Ogrima)
Bezbłednym mottem do "Ogrima" byłyby dwa zdania o Missunie Akinie, których nie da nam "Anuada w Parafrazie", lecz nie moglem ich umieścic jako motto na początku opowiadania, gdyż zdradzilbym jego finał.Te dwa zdania brzmią:
Missun Akin, choć nigdy nie czytał Dumasa, miał w sobie coś z hrabiego Monte Christo-nie lubił, by traktowano go wrednie, i nie lubił tak go traktującym odpuszczać win.Słowem: nie lubił niewyrównanych rachunków.
 
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Strona wygenerowana w 0,81 sekundy. Zapytań do SQL: 23


Załóż : Własne Forum lub Własną Stronę Internetową